R E K L A M A
R E K L A M A

Stary nowy model. Recenzja Mitsubishi Outlander Black Edition

Sprzeczność goni sprzeczność. Lubiany i ceniony japoński SUV w czwartej odsłonie jest pełen paradoksów. Miejscami zaskakuje, a nawet oczarowuje, żeby za chwilę mocno wkurzyć i rozczarować. Bez dwóch zdań – najnowsze Mitsubishi Outlander nie jest autem dla każdego... Podejrzewam, że poważnie zainteresują się nim wyłącznie zagorzali fani japońskiej marki. Co wcale nie oznacza, że mamy do czynienia ze skrajnie złym pojazdem.

Fot. Maciej Woldan

Choć każdy dumny Europejczyk pragnie wierzyć, że Stary Kontynent jest pępkiem motoryzacyjnego świata, twarda rzeczywistość często brutalnie sprowadza nas na ziemię… I tym razem wcale nie chodzi o kondycję europejskich marek samochodowych, którym daleko do czasów świetności. Do przykrych wniosków skłania historia Mitsubishi Outlandera. Może niespecjalnie rozchwytywanego samochodu, ale jednak całkiem często spotykanego na naszych drogach. Przynajmniej w trzech pierwszych generacjach… Czwarta, która debiutowała na początku 2021 roku, jest istnym rodzynkiem. Ale jak to, w 2021?! Przecież ten samochód do polskich salonów – jako „nowość” – wjechał niedawno, bo w zeszłym roku… O co chodzi? Otóż Mitsubishi poważnie rozważało wycofanie się z europejskiego rynku. Ostatecznie do tego nie doszło i Outlander w końcu trafił na Stary Kontynent, lecz jako premiera z opóźnionym zapłonem. I z jednym jedynym napędem do wyboru…

 

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2026-10-30

Maciej Woldan