BARTOSZ LEWANDOWSKI, obrońca Marcina Romanowskiego:
Wydanie listu żelaznego – na tym etapie śledztwa – jest uzasadnione interesem publicznym. Nie ma obecnie obawy, aby Marcin Romanowski podejmował działania o charakterze matactwa. Inne osoby występujące w śledztwie nie są tymczasowo aresztowane. Śledztwo może być kontynuowane z udziałem posła po jego stawiennictwie i leży to w interesie wymiaru sprawiedliwości. Bardzo mądra decyzja sądu.
PAWEŁ ŚLIZ, Polska 2050:
Marcin Romanowski będzie musiał stawić się przed polskim sądem i odpowiedzieć na te wszystkie zarzuty, które zostały mu postawione. Dobro wymiaru sprawiedliwości wymaga czasem ustępstw. Tu nie chodzi o to, żeby gonić króliczka, tylko żeby go złapać. List żelazny to zwykła instytucja procedury karnej, a nie żaden przywilej.
WALDEMAR ŻUREK, minister sprawiedliwości:
Nie ma i nie będzie bezkarności dla ludzi Zbigniewa Ziobry. Spójrzmy prawdzie w oczy: kto jednoosobowo próbuje zapewnić nietykalność człowiekowi podejrzanemu o gigantyczne nadużycia w Funduszu Sprawiedliwości? To neosędzia Konrad Mielcarek. Awansowany do Sądu Okręgowego przez upolitycznioną neo-KRS. Komisarz wyborczy z nadania ekipy Ziobry. Teraz szczyt hipokryzji, który obnaża całą tę operację: zgodnie z art. 281 § 2 k.p.k. – przepisem zaostrzonym w poprzedniej kadencji przez sam PiS – list żelazny w śledztwie nie może zostać wydany bez zgody prokuratora. Prokurator Piotr Woźniak zgłosił sprzeciw, bo Romanowski ucieka, ukrywa się w Naddniestrzu i drwi z organów ścigania, posługując się fałszywą tożsamością. Co robi neosędzia ze stajni Ziobry? Nagle oświadcza, że… pisowskie prawo go nie wiąże, zasłaniając się konstytucją, którą przez lata deptano!
KONRAD MIELCAREK, sędzia, który wydał list żelazny:
Pan Waldemar Żurek przekroczył granice dopuszczalnej krytyki i wkroczył w sferę personalnego ataku na sędziego. Wytwarza się pewna praktyka wywierania presji na sędziów. Wydaje mi się, że sędziowie, niezależnie od tego, czy są starzy, czy nowi, powinni zaprotestować przeciwko takiemu traktowaniu, gdyż w podobnym położeniu może znaleźć się każdy, kto wyda orzeczenie niezgodne z oczekiwaniami władzy.
KAZIMIERZ OLEJNIK, były zastępca prokuratora generalnego:
Jeśli spojrzymy literalnie na przepis prawny, to musimy uznać, że list żelazny może być wydany wyłącznie za zgodą prokuratora. Taki przepis wprowadził Zbigniew Ziobro. Faktem jest też, że od wielu lat wiele sądów w Polsce nie przestrzega tego przepisu, twierdząc, że jest on niekonstytucyjny. Taką interpretację można wywieść z ogólnych zasad obowiązujących w kodeksie, przepis ten nie zapewnia bowiem równości stron. Sąd mógł więc powołać się na niekonstytucyjność tego przepisu.
JACEK DUBOIS, adwokat:
Pan Romanowski został potraktowany przez sąd w sposób odbiegający od jakiegokolwiek standardu prawnego. Gdyby taki standard sądy stosowały wobec wszystkich obywateli, nie miałbym do tego orzeczenia żadnych zastrzeżeń. Ale to jest przejaw tworzenia społeczeństwa kastowego, w którym politycy PiS są inaczej traktowani niż inni obywatele. Z tego punktu widzenia orzeczenie jest wstrząsające. Mamy do czynienia z osobą, która ukrywa się w miejscu kontrolowanym przez naszego wroga, czyli Rosję. To osoba, która mogła być pod wpływem obcego państwa i nagle może znów wejść do Sejmu.
ROMAN GIERTYCH, KO:
Orzeczenie w sprawie Romanowskiego jest, delikatnie mówiąc, niezbyt mądre, bo zachęca wszystkich podejrzanych do natychmiastowej ucieczki do Naddniestrza i wysyłania wniosków o list żelazny. Jeżeli takie orzeczenie utrzymałoby się, to grozi całkowity paraliż wymiaru sprawiedliwości. Nie mówiąc o tym, że orzekanie przez sąd o niekonstytucyjności przepisów wprowadzonych przez Ziobrę i Romanowskiego o konieczności uzyskania zgody prokuratury na list żelazny jest o tyle słabe, że przecież listu żelaznego nie ma w Konstytucji, więc jak orzec na jej podstawie zasady jego wydawania? Osobiście uważam, że to kuriozalne orzeczenie. I pewnie upadnie z hukiem w Sądzie Apelacyjnym.
Prof. KATARZYNA DUDKA, radczyni prawna, Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie:
Wydaje mi się, że Marcin Romanowski złożył wniosek o list żelazny po to, żeby go nie uzyskać; żeby móc powiedzieć: „O, proszę bardzo, chciałem stanąć przed polskim sądem, oczyścić się z zarzutów, tymczasem to właśnie państwo polskie mi to uniemożliwiło. Dlatego nie przyjeżdżam”.
TOMASZ SIEMONIAK, minister koordynator służb specjalnych:
Sprawa listu żelaznego to jest taka prawnicza rozgrywka. Politycznie PiS chyba się pożegnał z tym panem, bo ostatnio nie słyszałem szczególnie wielu głosów w jego obronie. Jego sytuacja wcale się nie poprawia, bo sąd nie odniósł się do samego meritum, tylko do procedury. Natomiast wszystkie zarzuty pozostają w mocy.
Prof. dr hab. JACEK ZALEŚNY, Uniwersytet Warszawski:
Funkcją prokuratury jest stanie na straży praworządności i ściganie przestępstw skutkujące oskarżaniem w procesie sądowym, a nie prowadzenie przez lata postępowania wobec niewinnej osoby i pochłaniającym gigantyczne środki. Także z punktu widzenia prokuratury jest zaletą, kiedy osoba staje przed sądem i będzie można normalnie prowadzić proces, dokonać sądowej oceny materiału dowodowego i wydać sprawiedliwy wyrok.
MARIUSZ KRYSTIAN, PiS:
Marcin Romanowski mógłby się zachowywać normalnie, gdybyśmy w Polsce mieli normalną, niezależną prokuraturę, która gwarantowałaby obiektywne i rzetelne śledztwo. List żelazny gwarantuje panu Marcinowi Romanowskiemu to, że będzie mógł normalnie zeznawać bez tej nielegalnej sankcji prokuratury Żurka.
JACEK GĄDEK, dziennikarz „Newsweek Polska”:
Czy Marcin Romanowski powinien dostać list żelazny? Serio tak sądzę: tak, powinien go dostać. Ale jednak pod pewnym warunkiem: sąd, pełnomocnicy oskarżonego, prokuratura powinni zapewnić Romanowskiemu ekspresowy proces. Powiedzmy: w trzy miesiące powinien już zapaść wyrok I instancji. Potem do dwóch miesięcy apelacja. I nowy rok (2027) Marcin Romanowski albo zaczyna odsiadką w więzieniu, albo zostaje oczyszczony. Tak – list żelazny nie może być nagrodą za ucieczkę. Ale przykładny, ekspresowy proces dla zbiega to dobra konsekwencja. A w razie winy – surowy wyrok. Tylko czy polskie państwo jest do tego zdolne? Czy pełnomocnicy nie graliby na czas, by przeciągać proces, licząc na zmianę władzy?