Największą siłą Light.Move.Festival. pozostaje to, że nie trzeba budować dla niego osobnej scenografii. Jest nią sama Łódź. XIX-wieczne kamienice i pałace, często mijane bez większej uwagi, po zmroku ukazują inne oblicze. Światło wydobywa detale, których za dnia nie zauważamy, podkreśla faktury, pozornie zmienia proporcje budynków i sprawia, że dobrze znane miejsca na chwilę stają się niemal nie do poznania.
Od dalekich galaktyk po wspomnienia
Festiwal był przede wszystkim podróżą. Nie jedną, lecz wieloma. „Marzenia” dały artystom szerokie pole do interpretacji. Jedni zabrali widzów daleko – w przestrzeń kosmiczną, w odległe zakątki świata i w rzeczywistość, w której prawa fizyki przestają obowiązywać. Inni sięgnęli do wspomnień, przywołując obrazy przeszłości. Jeszcze inni opowiadali o technologii i przyszłości, która dopiero nadchodzi. Nie narzucał jednej definicji marzenia. Dla jednego widza mogła nim być podróż na inną planetę, dla drugiego – powrót do dzieciństwa, dla kolejnego – spotkanie z drugim człowiekiem, tak ważne w czasach, gdy coraz więcej relacji przenosi się do sieci. Dzięki tej różnorodności hasło przewodnie wykraczało poza ramy programu: każdy mógł odnaleźć w nim coś bliskiego sobie.
Nowe lokalizacje
Festiwal coraz śmielej wychodzi poza najbardziej rozpoznawalne punkty swojej trasy. Odczarowuje kolejne zakątki miasta i zachęca publiczność do dalszych spacerów.
Ważnym przystankiem był rozświetlony Kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Na jego fasadzie zaprezentowano nowoczesny mapping z dynamiczną muzyką elektroniczną. Taka forma pozwoliła przybliżyć sakralną architekturę także młodszym odbiorcom, a włączenie świątyni do programu wydłużyło festiwalową trasę.
Po raz pierwszy rozświetliły się również trzy kolejne fasady budynków przy ulicy Piotrkowskiej, na których opowiedziano historie językiem nowych technologii. Pod numerem 50 mapping połączono z występem barytona Piotra Płuski i pianistki Danuty Antoszewskiej. Był to udany pomysł: muzyka na żywo wzbogaciła odbiór projekcji, a widowisko przyciągnęło tłumy.
Pałac stał się sceną
Jednym z najważniejszych punktów festiwalowej trasy pozostał Pałac Rodziny Poznańskich. Monumentalna rezydencja, która już sama w sobie przypomina scenografię, stała się miejscem spotkania obrazów i muzyki. Malowniczy mapping „Mnemora” autorstwa Valiego Chincișana uzupełniły występy muzyków. Neobarokowa architektura „łódzkiego Luwru” zyskała elektroniczną oprawę za sprawą zespołu BOKKA, Marka Bilińskiego i Odet. Również w ogrodzie pałacowym mappingowi towarzyszyły muzyka na żywo i iluminacje zieleni.
Parki miejskie – od spektaklu po zadumę
Ważną częścią festiwalu były parki miejskie, wypełnione światłem, instalacjami artystycznymi i muzyką. W Parku Staromiejskim uwagę przyciągała scena rockowo-popowa. Wystąpiły na niej zespoły Cochise i Black Radio oraz grupa BeMy, która zaprezentowała francuskojęzyczne interpretacje polskich przebojów, m.in. „Co mi, Panie, dasz” Bajmu, a także „Lubię wracać tam, gdzie byłem” i „Chałupy Welcome to” Zbigniewa Wodeckiego.
Iluminacje dodawały miastu blasku i zachęcały do wieczornych spacerów. Światło zmieniło parki w niemal baśniowe przestrzenie, w których można było poczuć się jak we śnie. W obu parkach wykorzystano także efekty fluorescencyjne. Zbudowana z nici „Anatomia nieskończoności” przywoływała skojarzenia z tkackim dziedzictwem Łodzi. Historia miasta znalazła w tej pracy współczes ny wyraz, nadając instalacji dodatkowe znaczenie.
Widzowie mogli obejrzeć świetlny „pchli cyrk”, przypominający XIX-wieczne widowiska ze skaczącymi owadami. „Light of Solution” Karoliny Howorko opowiadało o samotności w świecie technologii i tęsknocie za drugim człowiekiem. Z kolei „Widma”, wykorzystujące fluorescencyjne suknie, wprowadzały tajemniczy, niemal teatralny nastrój. Realizacje te pokazały, że światło może być również delikatne, niepokojące i poetyckie, pozostawiając widzom przestrzeń do własnych interpretacji.
W Parku Sienkiewicza znalazła się strefa dla dzieci, w której „Marzenia” nabrały bardziej zabawowego charakteru. Gigantyczne fluorescencyjne malunki i zajęcia animacyjne zamieniły park w ogromną pracownię. Strefa przyciągnęła tłumy rodzin. Malowali wszyscy – zarówno dzieci, jak i ich rodzice. Było to ważne uzupełnienie programu, dzięki któremu festiwal angażował także osoby niemające na co dzień kontaktu ze sztuką nowych mediów.
Po zmroku widać zmianę
Szesnasta edycja Light.Move.Festival. pokazała Łódź jako nowoczesne miasto, które potrafi opowiadać o pragnieniach: podróżach, przyszłości, bliskości i odkrywaniu nieznanego, a także o potrzebie zachowania pamięci o tym, co minęło. – Chcemy, żeby światło pozwalało nam spojrzeć na Łódź inaczej, ale też, aby każdy mógł odnaleźć w festiwalu własne marzenie – mówi Beata Konieczniak, dyrektor kreatywna i pomysłodawczyni Festiwalu Kinetycznej Sztuki Światła Light.Move.Festival. I właśnie z takim wrażeniem można było wrócić do domu po tegorocznym wydarzeniu. Łódź się zmienia. Miejsca, które niegdyś nie zachęcały do wieczornych odwiedzin, podczas festiwalu wypełniły się spacerującymi rodzinami. Wspólne odkrywanie ulic, podwórek i parków pozwalało poczuć, że miasto jest bliskie, dostępne i pełne możliwości. A po drodze rodziło się pytanie: czego pragniemy – dla siebie i dla Łodzi?
Kiedy zgasły ostatnie projekcje, kamienice i pałace odzyskały znajome kontury. Pozostały jednak wspomnienia: dziecięcy zachwyt, muzyka dobiegająca spomiędzy budynków, ulica, w którą po raz pierwszy chciało się skręcić. Być może właśnie od takich chwil zaczyna się trwalsza zmiana – od ciekawości miejsca, od poczucia bliskości, od myśli, że warto tu wracać. Festiwal trwał trzy wieczory. Odkrytą dzięki niemu Łódź można nosić w sobie znacznie dłużej.