W cywilizowanym państwie tę lukę powinna wypełniać pomoc społeczna. Tymczasem, aby ubiegać się o zasiłek, dochód na osobę w rodzinie nie może przekraczać 823 zł. Kiedy trzeba wydać duże kwoty na lekarzy i nierefundowane leki, ludzie zwracają się do lichwiarzy.
Najemcy lokali komunalnych są w nieco bezpieczniejszej sytuacji: prawa najmu nie można zlicytować. Problem w tym, że wielu Polaków to „ubodzy milionerzy” – mają mieszkania warte setki tysięcy złotych, lecz dochody, które nie wystarczają na prywatne leczenie. Dla pożyczkodawców mieszkanie staje się cennym zabezpieczeniem.
Do Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej coraz częściej zgłaszają się osoby, którym grozi licytacja domu lub mieszkania za długi zaciągnięte, by ratować życie bliskich. Pan Kazimierz pojechał do Austrii na operację ratującą życie. Ma 60 tys. zł długu wobec wspólnoty mieszkaniowej. Regularnie spłaca zobowiązanie w ratach, a mimo to wspólnota dąży do licytacji, ponieważ ktoś chce tanio kupić jego mieszkanie. W przypadku najmu lokalu od gminy rozwiązaniem może być upadłość konsumencka. Takie postępowania prowadzimy nieodpłatnie, choć gminy często utrudniają później życie dłużnikom. Jeśli jednak mieszkanie jest własnościowe, syndyk sprzedaje je w ramach upadłości, a sąd przyznaje dłużnikowi środki na dwuletni najem. Jeżeli w tym czasie nie znajdzie rozwiązania, może zostać bez dachu nad głową. Dostęp do leczenia jest coraz trudniejszy, lecz państwo nie bierze odpowiedzialności za rodziny, które wskutek wysokich kosztów leczenia popadają w ruinę. Gdy tracą dom, dzieci mogą trafić do pieczy zastępczej, za którą podatnicy płacą ogromne pieniądze. Taniej i uczciwiej byłoby wesprzeć rodzinę i pozwolić dzieciom zostać z rodzicami.
Kiedy człowiek popada w długi, mało kto pyta, dlaczego. W powszechnej opinii bankrut sam jest sobie winien. To nieprawda. Czasem źródłem długu nie jest lekkomyślność, lecz walka o zdrowie i życie.