Łukasz i Małgorzata Dzidowie czują się oszukani. Małżeństwo rolników z Goczałkowic kilka lat temu kupiło od Archidiecezji Katowickiej ziemię rolną w Gliwicach. Zapłacili ponad cztery miliony złotych, ale przez sześć kolejnych lat nie mogli gruntem swobodnie zarządzać, bo był dzierżawiony przez inną firmę. Gdy dzierżawa wreszcie wygasła, Dzidowie weszli na pole, zaczęli przygotowywać je pod uprawę i zasiali marchew. Wtedy Kościół uznał, że chciałby unieważnić zawarte z nimi umowy i odzyskać ziemię. Dla Dzidów to bolesny cios nie tylko dlatego, że włożyli w tę transakcję ogromne pieniądze. Są ludźmi wierzącymi, od lat wspierali lokalny Kościół i ufali duchownym, z którymi robili interesy.
Mowa o działce, choć w tym przypadku słowo „działka” brzmi niemal komicznie. Chodzi o 116 hektarów ziemi rolnej w Gliwicach. Zanim Kościół – dzięki Komisji Majątkowej – uzyskał do niej prawa, działał tam PGR. „Odzyskany” majątek pozwolił Archidiecezji Katowickiej wejść do rynkowej gry i choć trochę amortyzować coraz słabsze wpływy z tacy. Problem polegał na tym, że ziemi rolnej nie da się sprzedać każdemu. Nawet jeśli, jak w tym przypadku, są to głównie gleby IV i V klasy, przepisy zawężają krąg potencjalnych kupców. Kuria potrzebowała więc rolnika. Najlepiej takiego, który mieszka w okolicy. Do takich kupców należała rodzina Dzidów.
Subskrybuj