Też tak zareagowałem, bo Prasę Polską redagowałem i wydawałem tu, w Paryżu, przy nieocenionym wsparciu Jerzego Giedroycia, który pismo promował swoim autorytetem. A że mamy Rok Giedroycia, to wespół z prof. W.G. choć kropelkę nostalgii ronię za tamtą/tą biało-czerwoną.
Kluczowym aspektem tych dziełek bywa rozdarcie – napisał prof. Leszek Pułka z UWr. – desperacka próba złamania bieli i czerwieni – obraz swoistego skurczu naszych ciał, które próbują ogarnąć rozłażącą się w palcach narodową całość. Bezradność i bezcelowość pływania w kółko, kiedy jesteśmy celem agresywnej polityki, a nie widać sposobu wybicia się na wolność i indywidualność. Jakoś najczęściej Syzyfowe to wysiłki. Jakieś demitologizacje pod słońcem o dwu barwach – dla każdego świecące osobno. Jeden naród, dwie doszczętnie podzielone wyobraźnie – podpowiada rysownik.
A co by podpowiedział Jerzy Giedroyc? – Obawiam się, że biedny Jerzy przewraca się w grobie – powiedział w wywiadzie dla Paryskiego n-c-d brat Redaktora paryskiej „Kultury”, Henryk Giedroyc („Angora” nr 30/2006). Wtedy również był Rok Giedroycia. Czy coś się zmieniło?