R E K L A M A
R E K L A M A

Wyższa matematyka partyjna, czyli… [FELIETON MARTENKI]

...mnożenie przez podział lub dodawanie przez odejmowanie. Tę karykaturę matematyki uprawiają wszystkie partie. Nieuchronny rozłam w Prawie i Sprawiedliwości można uznać za matematyczny żart, ale faktyczny cios zadany przez Morawieckiego PiS żartem nie jest.

Rys. Mirosław Stankiewicz

Nie jest to – wbrew filisterskim zapewnieniom bankstera – pokojowy eksperyment w ramach jednej idei, ale radykalna decyzja, definitywnie negująca anachroniczną strategię partii i jej anachronicznych liderów. Zauważmy, kto poszedł z Morawieckim: zawodowcy, technokraci, owszem, eurosceptycy, ale nie wrogowie Unii, inteligentni, elastyczni, może nawet z potencjałem koalicyjnym. A kto został przy Kaczyńskim? Wyznawcy religii smoleńskiej, jak sędziwy Macierewicz, brutalna kołtuneria jak Czarnek, infantylne gogusie jak Bocheński, zaburzone polityczne miernoty jak dr Jaki i tłum głupków, mocarnych wyłącznie wiarą w omnipotencję dziwaczejącego, coraz mniej rozumiejącego wodza. Konflikt w PiS to starcie Terminatora z pensjonariuszami domu opieki społecznej.

Jak dalece nie ogarniają rzeczywistości ludzie Kaczyńskiego, świadczy groteskowa decyzja Komitetu Politycznego, który strwożony nie wyrzucił rebeliantów z partii (choć przesądził to wcześniej Kaczyński: Już jest po wszystkim!), ale postanowił rozwodnić kryzys, uznając, że rebelianci wypisali się z PiS na złych formularzach (sic!), więc kieruje ich sprawy do rzecznika dyscypliny (sic!). Ta partyjna farsa musi Morawieckiego bawić, zarazem przekonując go, że ma rację. Rozczarowuje tych, co pamiętają czasy, gdy jedno spojrzenie Kaczyńskiego mroziło oponentów.

 

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2026-08-09

Henryk Martenka