Do himalajów oglądalności jednak daleko – w Katarze, gdy nasza reprezentacja wyszła z grupy i w 1/8 finału walczyła z Francją, transmisję śledziło ponad 11 mln widzów. Podobny wynik może się zdarzyć za dwa lata, na Euro, pod warunkiem że nasi piłkarze zbudują formę, a to jest spora niewiadoma… Kibice jednak wierzą i nigdy nie opuszczają reprezentacji, bo kibic to problem dziki, niezbadany. Teraz jest im smutno bez naszych, ale mimo to potrafią wstać o trzeciej w nocy, by oglądać dwudziestu dwóch obcych piłkarzy biegających po boisku. No tak, ale wśród nich biegają Messi albo Ronaldo! Miłość do piłki kopanej jest szaleństwem, a na miłość w ogóle recepty brak. Kibicem się po prostu jest. Ja, przyznaję, oglądam niektóre mecze na mundialu, bo wypada na przykład wiedzieć, z jakiego powodu prezydent Trump interweniował w sprawie czerwonej kartki i dlaczego ta interwencja niewiele pomogła, a Amerykanie przegrali 1:4 z Belgami i odpadli z turnieju.
Telewizja Polska wysłała na mundial kilkunastu komentatorów. Poustawiano ich w pary i to oni mówią nam, co dzieje się na boisku – jakby nieświadomi tego, że my oglądamy to samo co oni. W sprawozdaniu radiowym słuchaczowi trzeba opowiedzieć, że mecz toczy się na przystrzyżonej murawie, a na trybunach są tysiące wielokolorowych kibiców. Telewidz ma obraz boiska, więc komentator potrzebny jest tylko jako dyskretne uzupełnienie. Tak dawniej robili Szpakowski, Ciszewski czy mistrz słowa w innej dyscyplinie sportowej – Bohdan Tomaszewski. Borkowi czy Mielczarskiemu daleko do tych wzorców. Dzisiejszych komentatorów zapamiętamy raczej jako krzykaczy, bo krzyk jest ich cechą rozpoznawalną. Czy jest gol, czy go nie ma, oni walą decybelami w mikrofon. Niektórzy telewidzowie wyłączają fonię, by oglądać mecz bez Borka. Gdy fonii nie wyłączymy, możemy się dowiedzieć, że „to był legendarny błąd”, że „zawodnik uzależniony jest od nogi prawej”, a jeżeli chodzi o defensywę, „to ten zespół mocno przecieka”, bo „jakie atuty mają zajrzeć do pola karnego”. Z kolei „przerwy na nawodnienie wpływają na losy meczów”.
I już wiemy, dlaczego Amerykanie przegrali. Za długo się nawadniali.