R E K L A M A
R E K L A M A

FAJBUSIEWICZ: Zniknęła, mając 19 lat – porażka organów ścigania

Sprawa, którą teraz państwu przedstawię, należy do najbardziej tajemniczych i tragicznych w historii polskiej kryminalistyki.

Fot. Wikimedia

W 2004 r. 19-letnia Kasia Iwańska była uczennicą trzeciej klasy liceum ekonomicznego. Mieszkała z rodziną w Gąbinie, 25 km od Płocka. Często jeździła tam okazją – i podczas jednej z takich podróży, wiosną 2003 r., zatrzymał się przy niej zielony Seat. Za kierownicą siedział ponadpięćdziesięcioletni, przystojny Andrzej. Szybko ją oczarował rozmową, zachowaniem, wyglądem. Różnica 33 lat nie miała dla niej znaczenia. Znajomość nie skończyła się na jednym kursie. Andrzej woził ją z domu do szkoły, ze szkoły do domu, a nawet na dyskoteki. I odbierał nad ranem. Znajomość rozwijała się na wszystkich frontach. Mężczyzna imponował jej coraz bardziej: drobnymi prezentami, wakacjami nad morzem, złotymi świecidełkami. Rodzina była niezadowolona z tej relacji, chociaż para twierdziła, że nie było tam podtekstu seksualnego. Kaśka wstydziła się różnicy wieku; znajomym przedstawiała Andrzeja jako wuja albo przyjaciela rodziny. Kim był amant? Dobrze zarabiającym kierownikiem, urzędnikiem płockiego PERN-u, rozwodnikiem, ojcem dwóch synów. Wydawało się, że ma wobec Katarzyny poważne zamiary. Spotykali się często, lecz dziewczyna zaczęła być tą znajomością zmęczona i próbowała ograniczyć kontakt, może zerwać. Andrzej jednak osaczał ją coraz bardziej.

15 stycznia 2004 r. około godz. 10 Andrzej podwiózł Katarzynę przed blok jej przyjaciółki Justyny. Po godz. 11 dziewczyny się rozstały, a Iwańska – zamówioną wcześniej taksówką – pojechała do kolegi Konrada w Staroźrebach. Znali się od lat, byli rówieśnikami. Około 14 chłopak odprowadził ją na przystanek. O 15 Kasia była już na umówionej wizycie u stomatologa w Gąbinie; kolejną miała 18 stycznia. Nie wiemy, co się z nią stało później.

Nazajutrz Andrzej zadzwonił do siostry Katarzyny, pytając, czy wie, gdzie jest dziewczyna. Razem z Anną i Justyną pojechał do Gąbina – okazało się, że Kasia zniknęła. Następnego dnia do rodziny i znajomych zaczęły przychodzić SMS-y od rzekomej zaginionej, że musi się ukrywać…

Tydzień później rodzina zgłosiła zaginięcie Katarzyny. SMS-y wciąż przychodziły: że kocha rodzinę, przeprasza, że ściga ją grupa przestępcza za narkotyki, że ukrywa się pod Warszawą i boi się dzwonić, by jej nie namierzono. Rodzina zaczęła podejrzewać, że to nie Katarzyna je pisze. Pytano o daty urodzin bliskich – odpowiedzi były bezbłędne. Dopiero pytanie o datę drugiego ślubu matki przyniosło reakcję: „Ja mam straszne kłopoty, a wy się z datami wygłupiacie”.

Zaginięcie niespodziewanie zbliżyło rodzinę do Andrzeja. Często dzwonił, odwiedzał bliskich ukochanej. Twierdził, że Kasia prosiła go o 500 dolarów i że wysłał je pod wskazany adres, ale – na jej prośbę – nie może ujawnić szczegółów. Przez kilka miesięcy z telefonu Katarzyny wysłano do bliskich kilkaset SMS-ów.

Mniej więcej w tym samym czasie, między lipcem a listopadem 2004 r., w Płocku i okolicznych powiatach odnotowano serię napadów na małe sklepy spożywcze. Schemat był ten sam: mężczyzna czekał, aż sprzedawczyni zostanie sama, wchodził pod pozorem drobnych zakupów, kładł na ladę 10 zł, a gdy otwierano kasę – uderzał pięścią w twarz i bił tym, co miał pod ręką. Był wyjątkowo brutalny, a łupem padały niewielkie kwoty: 200 zł, 300 zł, czasem 1000 zł. Szybko ustalono, że sprawca jeździ granatową Toyotą, z której na czas napadów zdejmował tablice. Przełom nastąpił po informacji od matki chłopca, który widział w lesie mężczyznę przykręcającego tablice do granatowego auta. Chłopak zapamiętał dwie litery i dwie cyfry – to wystarczyło, by ustalić właściciela. Był nim szanowany, majętny Płocczanin o nienagannej opinii. Operacyjnie wykonano jego zdjęcie i pokazano poszkodowanym. Wszystkie kobiety rozpoznały sprawcę. 5 listopada 2004 r. mężczyzna został aresztowany. Ku zaskoczeniu wszystkich okazało się, że to Andrzej K. – amant Katarzyny. W połowie roku rozbił Seata i kupił Toyotę. W jego domu znaleziono liczne zdjęcia Iwańskiej i innych młodych dziewczyn, a w szafce w pracy – telefon i kartę SIM należące do Katarzyny. Billing potwierdził logowania przy firmie zatrzymanego.

Andrzej twierdził, że telefon kupił na rynku, i że nie ma nic wspólnego z zaginięciem dziewczyny. Mało kto wierzył w te tłumaczenia, ale poza napadami niczego nie można mu było udowodnić. Zarzutów w sprawie Katarzyny nigdy mu nie postawiono. Przyznał się jedynie do napadów – dostał 8 lat więzienia.

Najtragiczniejsza hipoteza zakłada, że Katarzyna została zamordowana. Czy sprawcą był jej dawny amant Andrzej? Nie udało się tego ustalić ani udowodnić, bo nie ma ciała. Kolejna wersja mówi o wywiezieniu dziewczyny za granicę, do domu publicznego.

Wiesz coś o tej sprawie – pisz: katarzyna. kucharska@ra.policja.gov.pl 

2026-07-18

Michał Fajbusiewicz