Coraz częściej dowiadujemy się, że różni terapeuci zajęli się swoją działalnością jako rodzajem terapii dla siebie, np. jak ktoś nie osiąga orgazmu, zostaje seksuologiem itd. W przeszłości mieliśmy przykłady podziwianych lekarzy ochotników, świadomie zarażających się jakąś chorobą, aby wypróbowywać na sobie, jak działają na nią zastosowane lekarstwa. Można by i psychoterapeutów w depresji zaliczyć do tej kategorii, pod warunkiem jednak że wpędziliby się w nią celowo i specjalnie, a nie – ją po prostu mieli.
Jednocześnie przecież za największy błąd każdej nauki uznaje się wpływ osobistego nastawienia czy sytuacji życiowej naukowca na wynik jego badań i ich zniekształcanie. Dalece nie każdy dotknięty jakąś przypadłością nadaje się do zajmowania się nią, np. daltonista niczego innym nie podkoloryzuje.
Subskrybuj