R E K L A M A
R E K L A M A

Herosi biznesu. Zawsze razem

Oglądając mecze hiszpańskiej LaLigi i widząc reklamy Oshee na stadionach, Dariusz Gałęzewski wraca do czasów, gdy jako nastolatek pracował w Niemczech przy zbiorze winogron.

Rys. Katarzyna Zalepa

Wtedy po raz pierwszy zobaczył w telewizji pełny mecz Realu Madryt i Barcelony. – Dla mnie to było marzenie. Dziś marka, którą stworzyliśmy, jest obecna na tych meczach – mówi z satysfakcją. Najpierw Gałęzewski i jego kolega, Dominik Doliński, rzucili pracę. Właściciel firmy wręczył im na pożegnanie dwa koce z komentarzem: – Żebyście mieli się czym pod mostem okryć, jak już nie będziecie mieli z czego żyć. No i wywróżył:

– Wszystko, co mieliśmy, zainwestowaliśmy w spółkę. Później pieniędzy zaczęło brakować. Pierwsza wielka kampania reklamowa kosztowała milion złotych, których nie mieli. – Pożyczaliśmy od przyjaciół, rodziny, zastawialiśmy wszystko, co się dało. Pamiętam historię, jak pożyczaliśmy pieniądze od swoich pracowników. Dyrektor operacyjny dostawał wypłatę, a my nie. Po prostu prosiliśmy go o pożyczkę na życie. Oshee postawiło na sport pokazywany poza olimpijskimi stadionami, w telewizji, w parku, na ulicy. Tym sposobem rzucili wyzwanie gigantom. Teraz sprzedają napoje i żywność dla osób aktywnych w ponad 50 krajach, mają dominującą pozycję w Polsce, 60 proc. rynku napojów sportowych w Finlandii.

W Hiszpanii podpisali umowę z LaLigą, dzięki której są obecni podczas wszystkich jej rozgrywek. Za sukcesem kryje się jednak prywatna cena: – Pracowaliśmy po 12 godzin dziennie, siedem dni w tygodniu. W tym czasie Dominikowi urodziło się czworo dzieci, mnie troje, były dwa rozwody, a my cały czas jesteśmy razem. Znają się od ćwierć wieku. Nie ukrywają, że bywało burzliwie: – Popielniczki latały, drzwi wylatywały z futryn, raz komputer wyleciał przez okno. Najważniejsze, że nie obrażamy się, dyskutujemy o problemie, nie o sobie. A jeden z koców, podarowanych przez byłego szefa, wciąż istnieje. – Chcemy go umieścić w reprezentacyjnym miejscu naszej siedziby, za szybą, z młoteczkiem i napisem: „W razie potrzeby zbić szybkę”. Pamięć o starych ranach jest żywa, choć sukces Gałęzewskiego i Dolińskiego nie powstał z chęci odwetu. – Biznesy tworzone z zemsty na końcu zawierają w sobie złe emocje. My po prostu robimy to, bo to kochamy. 

2026-07-10

Wybrała i oprac. E.W. na podst. Biznes Klasa/YouTube, Money.pl