Dziś w dobie poprawności politycznej już samo określenie „starsza pani” wydaje się prowokacyjne i chyba lepiej pisać „młoda inaczej”, ale nim kobieta zamieni się w starszą panią, jest jeszcze taki etap, na którym możemy użyć słowa „dojrzała”. A obecnie dojrzałe kobiety to nie to samo zjawisko co wczoraj. Teraz panie po pięćdziesiątce, sześćdziesiątce, a szczególnie kobiety sukcesu, chcą przeżywać życie szybciej i pełniej niż nastolatki. Chodzą więc do SPA, dbają o ciało, ale też bawią się, czasem po dwóch kieliszkach szampana porywają się na ekstrawaganckie, szalone pomysły.
W spektaklu „Tygrysice” według sztuki Freda Apkego mamy więc trzy dojrzałe bohaterki, które są przekonane, że wszystko jeszcze przed nimi, a świat oferuje całą gamę atrakcji. Ich bogaci mężowie nie żyją, a one jako wdowy nie zamierzają pogrążać się nadmiernie w smutku i cierpieniu, którego zaznały w poprzednich latach aż nadto.
Świat wokół krzyczy, aby brać wszystko w swoje ręce, korzystać z chwili i tytułowe Tygrysice mają taki właśnie plan. Pragną zgłosić swój udział w telewizyjnym tanecznym show. Chcą się nie tylko bawić, ale przeżyć coś ekscytującego i poczuć niezbędny w życiu dreszczyk emocji.
Próby zrobienia własnymi siłami jakiegoś pokazu, który podbije serca telewidzów, niestety nie wróżą sukcesu i w tym momencie na horyzoncie pojawia się mistrz internetowych zasięgów, specjalista od robienia zadymy medialnej, wokalista, tancerz o hiszpańskich korzeniach i południowym temperamencie. Wspaniałomyślnie zgadza się na współpracę i roztacza wizję wyprodukowania superprzeboju, który oczaruje publiczność, a paniom dostarczy niezbędnej satysfakcji.
Jaki będzie finał współpracy Tygrysic z instruktorem? Czy show zakończy się spektakularnym sukcesem, czy raczej widowiskową klapą? Gdzie jest granica między zabawą a głupotą życiową? Czy dojrzała kobieta ma prawo do naiwności? Odpowiedzi na te pytania znajdziemy, wybierając się na spektakl.
„Tygrysice” to lekka komedia w gwiazdorskiej obsadzie. Widzowie przypuszczają już szturm do kasy, nie dla mądrości życiowych płynących z desek teatru, a dla fantastycznych aktorek – Małgorzaty Królikowskiej, Anny Samusionek i Małgorzaty Lewińskiej, które uwodzą widzów swym powabem, dowcipem i lekką jak piórko grą aktorską, powodując, że opuszczamy teatr w poczuciu dobrze spędzonego wieczoru.
Ocena: Pełna fala