Interwencja u Jarosława Kaczyńskiego
W poniedziałek rzecznik PiS Rafał Bochenek poinformował w mediach społecznościowych o zdarzeniu z niedzieli, kiedy przed domem Jarosława Kaczyńskiego pojawił się patrol policji. Funkcjonariusze mieli zareagować na elektroniczne zgłoszenie sugerujące obecność materiałów wybuchowych w ogrodzie prezesa Prawa i Sprawiedliwości, co skłoniło ich do podjęcia próby przeszukania terenu wokół posesji.
Bochenek zaznaczył, że działania policjantów nie budziły jego zastrzeżeń, lecz jednocześnie ocenił, że sytuacja wpisuje się w — jak to określił — narastającą falę prowokacji wymierzonych w opozycję. Wyraził też opinię, że obecna władza wykorzystuje służby przeciwko przeciwnikom politycznym oraz niezależnym mediom.
Do długiej listy prowokacji ze strony obecnej władzy, która wykorzystuje służby bezpieczeństwa przeciwko opozycji i niezależnym mediom, należy dodać wczorajszą interwencję policji w posesji Pana Przewodniczącego @OficjalnyJK w Warszawie. Wieczorem, po zgłoszeniu, które rzekomo wpłynęło elektronicznie do komisariatu policji o podłożeniu ładunków wybuchowych w ogrodzie pana prezesa J. Kaczyńskiego, patrol policji przybył do jego domu i chciał przeszukać teren wokół domu. Chociaż zachowanie umundurowanych funkcjonariuszy w tej konkretnej sytuacji nie budziło kontrowersji, należy jasno powiedzieć: seria prowokacji przeciwko opozycji trwa i narasta – napisał Bochenek.
Nalot na dom Sakiewicza
Sprawa interwencji na posesji Jarosława Kaczyńskiego została nagłośniona dwa dni po szeroko komentowanej akcji policji w domu Tomasza Sakiewicza, redaktora naczelnego Telewizji Republika. W sobotę zatrzymano 53-letniego mężczyznę podejrzewanego o wywoływanie fałszywych alarmów, w tym dotyczących piątkowej interwencji w mieszkaniu dziennikarza, gdzie funkcjonariusze pojawili się po zgłoszeniu o zagrożeniu życia i zdrowia.
W trakcie tej interwencji policjanci użyli kajdanek wobec asystentki dziennikarza, tłumacząc to odmową podania danych i współpracy, a zastosowane środki miały obowiązywać jedynie do czasu wyjaśnienia sytuacji. Ostatecznie zgłoszenie okazało się nieprawdziwe, a działania zakończono bez zatrzymań.
Następnego dnia Komenda Stołeczna Policji poinformowała o nowych ustaleniach dotyczących zatrzymanego mężczyzny. Śledczy wskazali, że mogło dojść do nieuprawnionego wykorzystania jego danych osobowych oraz dostępu do jego skrzynki e-mailowej, a zebrane dowody nie potwierdzają jego świadomego udziału w rozsyłaniu fałszywych zgłoszeń. W konsekwencji został on zwolniony, a jego status ma zostać zmieniony z podejrzanego na pokrzywdzonego. Podobny status mają otrzymać także dwie inne osoby, których dane mogły zostać użyte przez sprawców.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji poinformowało, że w ostatnim czasie służby odnotowały wiele podobnych zgłoszeń — tylko w okresie od 10 do 15 maja przeprowadzono 12 interwencji związanych z informacjami o rzekomym podłożeniu ładunków wybuchowych lub zagrożeniu dla życia i zdrowia. Warszawska policja przekazała również, że wraz z prokuraturą prowadzi dalsze, intensywne działania ukierunkowane na ustalenie i zatrzymanie osób odpowiedzialnych za organizowanie oraz rozsyłanie fałszywych alarmów.