R E K L A M A
R E K L A M A

Fajbusiewicz: „Łomiarz” na wolności – zamordował pięć kobiet

Sprawa "Łomiarza" należała na początku lat 90. do najgłośniejszych w kraju. Dokonał w Warszawie 29 napadów na kobiety, z czego pięć zakończyło się śmiercią. Działał w centrum, atakował z zaskoczenia, uderzał w tył głowy łomem i okradał ofiary. Napadał zwykle po południu, w bramach i ciemnych przejściach.

Fot. Wikimedia

Pierwszą ofiarą była 50-letnia Ewa K., wracająca do domu z zakupami. W bramie przy ul. Widok otrzymała cios w tył głowy. Zmarła kilka godzin później w szpitalu przy Banacha. Gdy karetka wiozła ją na oddział, kilkaset metrów dalej – przy ul. Mokotowskiej – napastnik uderzył ponownie. Krystyna L. została znaleziona nieprzytomna na schodach.

Trzeci atak miał miejsce przy Marszałkowskiej ok. godz. 18, gdy kończył się popołudniowy szczyt. Ewa W. została dopadnięta w bramie własnego domu, kilkanaście metrów od pełnego ludzi przystanku. Zmarła sześć dni później, nie odzyskawszy przytomności. A „czarny poniedziałek” jeszcze się nie skończył.

Ok. godz. 19 policja otrzymała sygnał o czwartym tego dnia napadzie – na klatce schodowej przy ul. Marszałkowskiej. Zaatakowana została 70-letnia Anna S. Napastnik zaskoczył kobietę przy skrzynce na listy, ale tym razem ofiara nie straciła przytomności. Po dwóch dniach mogła złożyć zeznania, dzięki którym powstał pierwszy portret pamięciowy.

Wtorek 15 czerwca przyniósł kolejny atak. Przy ul. Bielańskiej napadnięto 78-letnią Ludmiłę H. Mimo rany zdołała wyjść z klatki i wezwać pomoc. Obrażenia okazały się powierzchowne; następnego dnia wróciła do domu.

W 1993 r. opisywałem te zdarzenia w „Super Expressie”, pokazywałem w „997” i przed laty w „Angorze”.

Nie były to jednak pierwsze napady. Już w kwietniu doszło do trzech, a w maju do dwóch podobnych ataków. Sprawca uderzał w tył głowy tępym, metalowym narzędziem. Opinię publiczną poinformowano dopiero w czerwcu – policja ukrywała wcześniejsze zdarzenia, by nie wywoływać paniki. Wówczas „Łomiarzowi” przypisywano 19 napadów. Ostatnie trzy miały miejsce we wrześniu, a cztery ofiary bestialskich ataków zmarły.

„Unikajcie ciemnych ulic, zaułków, nieoświetlonych bram. W razie niebezpieczeństwa krzyczcie. Do obrony używajcie nawet dezodorantów” – apelowała warszawska policja po wrześniowych napadach. Komendant stołeczny nadkom. Wiktor Mikusiński już w czerwcu powołał specjalną grupę operacyjną. Kilkunastu najlepszych oficerów przeanalizowało wszystkie ataki. Powstały trzy wersje portretu pamięciowego. Opisywano mężczyznę: ok. 170 cm wzrostu, szczupły, twarz pociągła, włosy jasny blond, wiek 25 – 30 lat (w rzeczywistości miał 38). Wyznaczono też nagrodę – 1 mln starych zł – za wskazanie „Łomiarza”.

Z ustaleń śledczych wynikało, że przyjeżdżał na dworzec Warszawa-Śródmieście, szedł w stronę Dworca Południowego i po drodze atakował kobiety. Uderzał twardym narzędziem w głowę, wyrywał torebkę i zabierał pieniądze, które wydawał na drobne zakupy i alkohol. Potem pieszo wracał do Konstancina.

Wpadł we wrześniu 1993 r. Oskarżono go o 29 napadów. Większość popełnił podczas przepustek z Zakładu Karnego w Łowiczu, gdzie odbywał 4,5-letni wyrok za wcześniejsze ataki na kobiety. Proces miał jednak charakter poszlakowy. Najpierw sąd wojewódzki skazał go na 25 lat za trzy napady, a 31 stycznia 1996 r., po apelacji, karę zmniejszono do 15 lat – za jeden udowodniony czyn. Wyrok podtrzymał sąd okręgowy w 2000 r., uniewinniając go jednocześnie od kolejnych dwóch zarzutów. Ostatecznie spędził w więzieniu pełne 15 lat. Wyszedł we wrześniu 2008 r.

18 marca 2009 r. znów zaatakował – w Piasecznie na ul. Kniaziewicza. Ofiarą była 25-letnia kobieta. Kopnął ją, przewrócił, zabrał pieniądze i dokumenty. Kryminalni szybko go namierzyli dzięki monitoringowi. Henryk R. miał wtedy 53 lata. Był agresywny, trafił do aresztu. Policjanci szybko odkryli, że to znany policji od lat „Łomiarz”. W 2012 r. został skazany na 7 lat więzienia.

W 2016 r. wyszedł na wolność… i wkrótce zaatakował w Łowiczu 71-letnią kobietę. Świadek, który widział napad, rozpoznał go z radiowozu. „Łomiarza” zatrzymano tego samego dnia, dostał kolejny wyrok – 10 lat pozbawienia wolności.

Policjantom tłumaczył: „Nienawidzę kobiet, to silniejsze ode mnie. Jak widzę kobietę, myślę: jest do eliminacji”.

Kiedy ukaże się ten tekst, „Łomiarz” będzie już na wolności (miał opuścić więzienie 28 kwietnia). Czy znów zawiedzie nas nieskuteczny system wymiaru sprawiedliwości?

Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek stwierdził, że choć Henryk R. nie został zakwalifikowany do Krajowego Ośrodka Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie, służby „zrobią wszystko, by nie stanowił zagrożenia”. Założono mu urządzenie monitorujące położenie przez całą dobę; ma też obowiązkowo poddać się specjalistycznej terapii. 

2026-05-17

Michał Fajbusiewicz