R E K L A M A
R E K L A M A

Oliwa, orzechy i armaniak. Le Cordon Bleu zdradza kulisy

W każdej pracowni akademii kulinarnej Le Cordon Bleu były dwie szafki. Jedna – pełna przypraw i ziół. Druga – alkoholi. Szefowie uważali, że do każdej potrawy należy dolać odpowiedni alkohol. On wyparuje w trakcie gotowania, ale aromat ziół, lasów, a w naszym przypadku Żubrówki i jej trawki, zostanie. To nie były alkohole z najwyższej półki, bo przecież używano ich nie do degustacji, lecz do gotowania. Podobnie było z oliwami. Obok oleju słonecznikowego, najczęściej używanego w kuchni francuskiej, stały oliwy z oliwek, z pestek oraz różne octy powstające z win, porto, sherry i innych trunków. W kuchni wykorzystywano też orzechy – począwszy od tych z Brazylii i Peru, aż po te z Chin i Afryki – zarówno w całości, jak i w postaci olejów orzechowych. Tak samo używano oleju z dodatkiem tajskiej bazylii i cytroneli. To wszystko może zwykłe danie zamienić w niebiańską biesiadę. 

Fot. Pixabay

W Normandii używa się ton masła – to w końcu kraina krów i jabłek. Stąd sery, masło, cydr i calvados, który dodaje się tam nawet do omułków. W Prowansji natomiast masło uchodzi za truciznę, bo liczy się tylko oliwa. I nie dotyczy to wyłącznie Prowansji – podobnie jest choćby w Toskanii. 

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2026-05-24

Marek Brzeziński