Już kilka tygodni przed 9 maja pojawiły się szokujące wręcz doniesienia, że tradycyjna wojskowa defilada na Placu Czerwonym może zostać w tym roku odwołana. Powód tych spekulacji był zrozumiały – ukraińskie drony już wtedy coraz śmielej zapuszczały się w głąb Rosji, siejąc strach i spustoszenie nawet w regionach oddalonych o tysiące kilometrów od linii frontu. Ich atak na stolicę w ten dzień byłby dla gospodarza Kremla katastrofą – bolesnym dowodem na to, że zamiast piątego dnia wojny paradować po zdobytym Kijowie, w piątym roku wojny Rosjanie muszą bronić już Moskwy…
Subskrybuj