R E K L A M A
R E K L A M A

Ballada o zerze [FELIETON LISA]

Historia Zbigniewa Ziobry to aż nazbyt plastyczna ilustracja znaczenia powiedzenia o fortunie i kole. Człowiek, który budził strach, a nawet grozę, dziś budzi wesołość, a nawet szy derę. Horror zamienił się w humoreskę i tragifarsę.

Fot. Transmisja z Sejmu

Kim dla Lenina był Dzierżyński, dla Stalina Beria, dla Hitlera Himmler, dla Castro Che, a dla Bieruta Berman, tym dla Kaczyńskiego był Ziobro, który dla wodza partii i własnych korzyści gotowy był łamać prawo i wykańczać politycznych przeciwników. Nie mordując ich fizycznie, ale niszcząc im życie i czerpiąc z tego, jeśli nie korzyści majątkowe, to na pewno dziką satysfakcję.

Nie porównuję oczywiście Kaczyńskiego i Ziobry do potworów powyżej. To byłby idiotyzm. Zwracam tylko uwagę na pewien popularny w dyktaturach i autokracjach model, gdy pragnący zawładnąć krajem i niepodzielnie nim rządzić przywódca znajduje gorliwego pomocnika, który nie dorównuje mu charakterem, osobowością i talentem, ale często przerasta bezwzględnością.

Dziś wicedyktator jest obiektem festiwalu kpin i szyderstw. Mamy orgię pogardy dla gościa, który zgrywał szeryfa, za paskiem miał pistolet, a zamiast mieć w gaciach prawdziwe atrybuty męskości, owinął dupę pieluchą. Cóż za rollercoaster – najpierw wszechmocny prokurator generalny i wszechwładny samozwańczy szeryf, a teraz tchórz i wyszydzany nawet przez swoich zbieg.

 

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2026-04-22

Tomasz Lis