R E K L A M A
R E K L A M A

Tomasz Raczek o Zygmuncie Kałużyńskim. Wieczór, który nie chciał się skończyć

– Czy Zygmunt Kałużyński był szczęśliwy? – takie pytanie wybrzmiało pod koniec spotkania z Tomaszem Raczkiem w Wiosce Artystycznej Janowo. – Nie. Był samotny, nie miał rodziny. Jego największą miłością było kino. Powtarzał, że film działa jak heroina – wychodzę z seansu i czuję się spełniony. Gdziekolwiek wyjeżdżał, pierwsze kroki kierował do kina, bo tam byli ludzie, którzy kochali film tak jak on. Był wśród swoich.

Fot. Wikimedia

Projekcja poświęconego Zygmuntowi Kałużyńskiemu filmu „Pół życia w ciemnościach” w reżyserii Jana Sosińskiego okazała się jedynie punktem wyjścia do blisko trzygodzinnej rozmowy o kinie, przyjaźni i jednym z najwybitniejszych polskich krytyków filmowych. Dyskusja z niezwykłą publicznością trwała do godziny 23, a zakończyła się właś ciwie tylko dlatego, że rozładowała się bateria mikrofonu…

Tomasz Raczek, wieloletni przyjaciel Kałużyńskiego i współtwórca kultowego programu „Perły z lamusa”, odsłonił mniej znane oblicze swojego mistrza. Opowiadał o historii jego rodziny, dwóch małżeństwach – niespełnionych miłościach i samotności, która towarzyszyła Kałużyńskiemu przez większą część życia. Zdradził także kulisy powstania dokumentu, którego scenariusza jest współautorem.

Podczas seansu w sali nie brakowało śmiechu, chwil zadumy i wzruszenia. Czasem zapadała zupełna cisza. Okazało się, że życie Zygmunta Kałużyńskiego, jego charakterystyczna mimika, błyskotliwe riposty i niecodzienny sposób bycia wciąż wywołują żywe reakcje publiczności.

Po projekcji Tomasz Raczek opowiadał między innymi o mieszkaniu przyjaciela – pełnym książek i kurzu. Wspomnień było znacznie więcej. Między innymi to o pracy Zygmunta Kałużyńskiego jako kioskarza w Paryżu. Kałużyński mawiał, że „sztuka za pomocą kłamstw mówi prawdę”, i chociaż nie kreował się na bohatera wojennego, właśnie wtedy wykorzystał swoją wyobraźnię w bardzo praktycznym celu. Opowiadał klientom kiosku, jak to podczas wojny własnoręcznie zniszczył wiele niemieckich czołgów. Efekt był prosty – sprzedawał więcej gazet.

W przerwie spotkania
Tomasz Raczek rozdawał
autografy Fot. Hanna Jocek

Jednym z najbardziej osobistych momentów wieczoru było wspomnienie sceny z filmu, w której Kałużyński nazywa Tomasza Raczka swoim przyjacielem. – Zaniemówiłem. Nigdy wcześniej nie powiedział mi tego wprost – wyznał publiczności Raczek. – Wiedziałem, że się przyjaźnimy, ale ta deklaracja w filmie sprawiła, że nie wiedziałem, jak zareagować. Przecież to był dokument o Zygmuncie, nie o mnie. Dlatego w tej scenie milczałem.

W blisko trzygodzinnej rozmowie krytyk filmowy Tomasz Raczek sam pokazał się jako znakomity gawędziarz i erudyta, meandrując między historią polskiego kina, błyskotliwymi anegdotami i osobistymi wspomnieniami. Wielokrotnie podkreślał też, że film nie kończy się wraz z napisami. – Rozmowa po wyjściu z kina jest równie ważna jak sam seans. Trudno nam się mówi o emocjach, a właśnie wtedy, po seansie filmowym, zaczyna się prawdziwe przeżywanie tego, co zobaczyliśmy na ekranie.

Wychodząc z sali, wielu widzów zrobiło dokładnie to, do czego przez całe życie zachęcał Zygmunt Kałużyński – rozmawiało o kinie. 

2026-07-29

Agnieszka Pacho