R E K L A M A
R E K L A M A

Prawdziwa odwaga. Trump uhonorował poległego żołnierza

Prezydent Stanów Zjednoczonych uhonorował sierżanta Michaela Ollisa, który oddał życie za polskiego żołnierza. W uroczystości wręczenia Medalu Honoru, najwyższego amerykańskiego odznaczenia za męstwo, uczestniczyli rodzice Michaela i ocalony Polak Karol Cierpica.

Fot. YouTube

Ich losy połączyły się trzynaście lat temu, 28 sierpnia 2013 roku w Afganistanie, kiedy Michael zatrzymał się w bazie w Ghazni w drodze do Bagram. To miał być tylko krótki postój. Jednak tego dnia po południu zadrżała ziemia. Potężna ciężarówka wypełniona materiałami wybuchowymi rozerwała wschodni mur bazy. Talibowie z moździerzami, karabinami maszynowymi i granatami ruszyli do ataku. Michael najpierw upewnił się, że jego ludzie są bezpieczni w bunkrze. Potem wybiegł na zewnątrz. Na ziemi leżały ludzkie szczątki. Trudno było rozpoznać, do kogo należą. Przyjaciel czy wróg? Pośród tego pogromu sierżant ujrzał polskiego oficera, który próbował odeprzeć atak. Był ranny w nogę. Nie znali się, ale popatrzyli sobie w oczy i porozumieli się bez słów. Spojrzenie Michaela mówiło: Uratuję cię. Zaczęli biec w stronę bazy. Michael osłaniał Polaka ogniem. Dołączyli do amerykańskich komandosów. Wokół leżały zwłoki Afgańczyków. Nagle rozległ się krzyk: Granat! Terrorysta, udając martwego, rzucił dwa granaty i zdetonował ładunek umieszczony w kamizelce. Odłamki i fragmenty jego ciała spadły na żołnierzy. Chwilę później następne ostrzeżenie: Czerwona bandana! W kłębach dymu pojawił się mężczyzna z czerwoną chustą na głowie. Zamachowiec. Biegł prosto na Polaka. Miał na sobie kamizelkę samobójcy. Michael wiedział, że jeśli nie zareaguje, Polak zginie. Może nawet zginą wszyscy. Ruszył naprzód. Stanął między terrorystą a Cierpicą. Podniósł karabin, otworzył ogień. Inni też strzelali. Ale on był najbliżej. Zasłonił polskiego żołnierza własnym ciałem. Nastąpiła potężna eksplozja. Karol przeżył. Michael umarł trzy tygodnie przed swoimi 25. urodzinami.

Wstąpił do armii, gdy skończył 17 lat. Postanowił to sobie po ataku na World Trade Center. Kiedy wieże runęły, napisał w szkolnym wypracowaniu, że słyszy krzyki ofiar. Poszedł więc w ślady ojca żołnierza i dziadków, którzy też nosili mundury. Służył w Iraku i trzykrotnie w Afganistanie. Był dowódcą drużyny w 2. Batalionie, 22. Pułku Piechoty. Po drugiej misji afgańskiej mocno przeżywał śmierć kolegów. – A co, gdybym dotarł tam wcześniej, tato? – pytał. – A co, gdybyśmy mogli uratować choć jednego z tych sześciu facetów? Jego ojciec Robert Ollis wspomina: – Zawsze myślał o innych, nigdy o sobie.

Michael otrzymał pośmiertnie wiele odznaczeń, zarówno od amerykańskich, jak i od polskich władz. Jednak pewnie Medalu Honoru by mu nie przyznano, gdyby nie jego biografia autorstwa Toma Sileo, wydana w Stanach w ubiegłym roku, oraz prośba pisarza skierowana do Pentagonu. Wniosek zatwierdził emerytowany żołnierz, obecnie starszy doradca sekretarza wojny USA ds. strategii Eric Geressy. Twierdzi, że dostrzegł w tej historii coś, co wymagało wyeksponowania – etos wojownika. – Gdy ci faceci robią takie rzeczy, nie chodzi o medale, nie chodzi o pochwały ani o żadne uznanie. Robią to, bo tak trzeba. Ratował życie i robił to z własnej woli, bo tak należało zrobić. Praca Toma Sileo została wydana w Polsce pod tytułem „Ocalę cię”. Własne wspomnienia z Afganistanu opisał też Karol Cierpica w książce „Ocalony”. Kilka lat po powrocie z misji został ojcem. Nadał synowi imię swego wybawcy – Michał. Podczas uroczystości w Białym Domu zwrócił się do rodziców Michaela: – Mój największy dar to pielęgnowanie pamięci o prawdziwej bohaterskiej odwadze, jakiej byłem świadkiem u waszego syna. 

2026-03-14

(EW) na podst.: The History Reader, Daily Mail, Spectrum News, silive.com