R E K L A M A
R E K L A M A

Nie potwierdzamy winy. Spychoterapia w praktyce

Tysiące ludzi dba codziennie o zdrowie w siłowniach w całej Polsce. Kto z nich wie, że w razie nieszczęśliwego wypadku może zostać na lodzie?

Daniel Kowalewski – uwięziony w mieszkaniu – zdany jest w pełni na pomoc przyjaciół / Fot. autor

6 listopada ubiegłego roku Daniel Kowalewski poszedł – jak co dzień – do siłowni w centrum Warszawy. 49-letni dziś mężczyzna był wysportowany od zawsze, ale od kilku lat zaczął mieć poważne kłopoty ze zdrowiem, które zaczęły się od kolana. Zanim lekarze zorientowali się, że przyczyną promieniującego bólu są zmiany zwyrodnieniowe biodra, minął szmat czasu. W końcu mężczyzna trafił na stół operacyjny, gdzie wszczepiono mu endoprotezę. Później próbował jak najszybciej odzyskać sprawność, by móc wrócić do pracy, a siłownia była częścią programu rehabilitacji.

– W tym feralnym dniu został mi kwadrans treningu i na deser wybrałem ćwiczenie na maszynie o nazwie Pure Strength Pullover – wspomina pan Daniel. – Siadamy na specjalnym krzesełku tyłem do ciężaru i ciągnąc dłońmi zawieszoną wysoko podłużną rączkę, wykonujemy skłony do przodu, ćwicząc mięśnie brzucha.

Stało się jednak coś niespotykanego: gruba, metalowa linka utrzymująca ciężar nagle pękła i z całej siły uderzyła ćwiczącego w bok pleców. Chwilę później na mężczyznę spadł bezwładny, ciężki korpus maszyny. Pan Daniel: – Obsługa, kilku młodych ludzi, nie wiedziała, co robić. Pamiętam uderzenie adrenaliny: jakoś wstałem i dokuśtykałem do domu. Wieczorem nie mogłem już stanąć, a nad ranem obudził mnie potworny ból. Wiedziałem, że stało się coś poważnego, wróciłem więc do siłowni oficjalnie zgłosić wypadek.

 

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2026-03-13

Tomasz Patora