Prawie sto odmian kaktusów, kilkadziesiąt tysięcy roślinek i to wszystko na stosunkowo niewielkiej powierzchni w gospodarstwie ogrodniczym w podwarszawskim Nieporęcie.
Jerzy Zielawski ma wykształcenie techniczne, ale zawsze interesował się roślinami. W latach 80. ubiegłego wieku otworzył szkółkę roślin ogrodowych. Interes szedł dobrze, jednak przed 15 laty, po przejściu na emeryturę, postawił na kaktusy.
– Nim zainteresowałem się kaktusami, miałem spore sukcesy w hodowli roślin tropikalnych – wspomina ogrodnik. – Jako jeden z pierwszych, a może i pierwszy, wyhodowałem sporo mrozoodpornych palm, które posadzone w gruncie dobrze znosiły polskie zimy. Jedną, ponadpięciometrową, która ma już ponad 30 lat, mam do dziś. Wytrzymuje nawet niską temperaturę, z tym że gdy jest naprawdę zimno, traci liście, które wiosną odrastają. Mam też posadzone w gruncie bananowce, które regularnie owocują. Kaktusy zawsze mnie interesowały, zwłaszcza odmiany, które sprawdzają się w naszym klimacie, ale z początku nie poświęcałem im zbyt wiele czasu. Przed wielu laty we wrocławskim ogrodzie botanicznym zobaczyłem rosnące w gruncie kaktusy. Zacząłem zgłębiać wiedzę. Zdobywałem rzadkie nasiona. Nawiązałem kontakt z ludźmi o podobnych zainteresowaniach. Najwięcej dowiedziałem się od śp. Janusza Gumnego, który w Owińskach koło Poznania miał okazałą kolekcję. Kupował nasiona w Stanach Zjednoczonych i testował je w naszym klimacie. Gdy zmarł, odziedziczyłem jego kolekcję, która stała się początkiem mojej hodowli. Pod kątem mrozoodporności i walorów estetycznych starannie wyselekcjonowałem rośliny mateczne i tak to się zaczęło.
Przed 15 laty Jerzy Zielawski sprzedał szkółkę i stworzył coś na kształt ogrodu botanicznego oraz dużą hodowlę kaktusów mrozoodpornych.
– Bardzo pomogły mi kontakty zagraniczne, gdyż w Czechach, Niemczech i Austrii hodowla kaktusów mrozoodpornych jest o wiele bardziej popularna niż u nas. Byłem praktycznie pierwszy w Polsce, który nastawił się na taką nietypową hodowlę w tak dużej skali. Pewnie dlatego odwiedzali mnie autorzy różnych telewizyjnych programów, takich jak: „Rok w ogrodzie” czy „Maja w ogrodzie”. Do dziś nie mam wielkiej konkurencji, bo hodowla odmian mrozoodpornych to działalność niezwykle niszowa.
Większość kaktusów kosztuje od 15 do 40 zł (cena zależy między innymi od tego, czy sadzonka sprzedawana jest z gołym korzeniem, czy w pojemniku). Ceny najdroższych odmian dochodzą do 300 zł. To niewiele, zważywszy, że sadzonki oferowane klientom mają przeważnie 12 – 13 lat, a więc wymagają sporo czasu i pracy. Przy kilku tysiącach sprzedanych roślin rocznie to nie są wielkie pieniądze, ale pan Jerzy traktuje to raczej jako hobby niż biznes.
Nieporęt leży zaledwie 25 km od centrum stolicy, do tego jest położony nad Zalewem Zegrzyńskim, nic więc dziwnego, że wiosną i latem gospodarstwo odwiedza wielu Warszawiaków. Jednak najwięcej klientów pochodzi ze Śląska, gdzie właściciel wysyła kaktusy pocztą kurierską.
Według pana Jerzego jego klientów można podzielić na kilka grup. To hodowcy amatorzy, którzy próbują stworzyć własne kolekcje, osoby, które chcą zaimponować swoim sąsiadom i mieć w ogrodzie coś wyjątkowego. Zdarzało się też, że kaktusy kupowały instytuty i uczelnie.
– Wśród moich klientów przeważają osoby wykształcone. Najwięcej jest prawników, lekarzy, właścicieli firm.
Coraz więcej zamówień pochodzi z zagranicy, przede wszystkim z Niemiec, Czech i ze Słowacji. Zdarzają się też klienci z egzotycznych zakątków, w tym z Dubaju.
– Zastanawiam się, jak te mrozoodporne gatunki radzą sobie w kraju, gdzie temperatura w słońcu dochodzi do 50 stopni. Pewnie są trzymane w klimatyzowanym pomieszczeniu – śmieje się pan Jerzy.
Rośliny kupione na miejscu mogą być pakowane w pojemnikach z podłożem. Pocztą kurierską są wysyłane z gołymi korzeniami. Kaktusy nie są wymagające. Można je sadzić nawet na żwirze, co minimalizuje ryzyko wystąpienia różnych chorób, pleśni, szkodników. Przygotowane dla kaktusów podłoże dobrze jest oddzielić od rodzimego gruntu agrowłókniną, która zabezpieczy je przed kretami, nornicami i chwastami.
O ile kaktusy nie są wybredne pod względem gleby, to powinny być sadzone w miejscach o dobrym nasłonecznieniu. Możemy je podlewać lub pozostawić to naturze. Jeśli decydujemy się na podlewanie, robimy to dopiero wtedy, gdy podłoże całkowicie wyschnie. Jak twierdzi pan Jerzy, w polskich warunkach praktycznie nie musimy tego robić nawet przez ponad pół roku, gdyż wszystkie kaktusy świetnie absorbują wodę z mgły i porannej rosy, jednocześnie ją magazynując.
– Mój niszowy biznes sprawia mi dużo radości, a przy tym pozwala znacznie dorobić do emerytury. Gdybym był młodszy, rozbudowałbym go na dużo większą skalę. Niestety, nie mam go komu zostawić. Moi synowie poszli zupełnie inną drogą. Są właścicielami firmy Elfi, która jako jedyna, a na pewno pierwsza na świecie, produkuje dla dzieci dostosowane do indywidualnych oczekiwań, spersonalizowane, kilkuminutowe filmy oraz listy do i od Świętego Mikołaja. To stał się już spory biznes z setkami tysięcy klientów, więc kaktusami nie są zainteresowani. Będę musiał pomyśleć, co zrobić nie tylko z roślinami, ale i wiedzą, jaką na ich temat zdobyłem.