Tuż przed zaginięciem w lutym 1982 roku Irena Urbańska skończyła 28 lat. Od trzech lat mieszkała w Częstochowie wraz z mężem i półtoraroczną córeczką. Pracowała w handlu, w PSS „Społem”. Ostatnio w jej małżeństwie nie układało się najlepiej i pewnie dlatego myślała o rozwodzie. Być może z tych powodów, zamiast w Częstochowie, gdzie mieszkała na stałe, częściej bywała u rodziców we wsi Radostków Kolonia oddalonej o 70 km. Panią Irenę uważano za kobietę nader spokojną, ale bardzo skrytą – typową domatorkę. Nigdy nie była widziana w towarzystwie mężczyzn innych niż mąż. Jej pasją było pisanie pamiętników. Niestety, po jej zniknięciu znaleziono tylko te, które opisywały wydarzenia do czerwca 1981 r.
Pięć lat po zniknięciu Urbańskiej przedstawiałem w telewizyjnym programie krótki materiał koncentrujący się na 22 lutego 1982 r. Tego dnia pani Irena opuściła dom rodziców i miała spotkać się w Częstochowie z adwokatem w sprawie rozwodu. Do przystanku odprowadził ją ojciec. Około godz. 13.20 kobieta wysiadła z autobusu przy ul. Zawadzkiego w Częstochowie – 100 m od bloku, w którym mieszkała. Tu widziały ją sąsiadki. Po dwóch godzinach była w Megasamie, gdzie robiła zakupy. 1 marca podobno odebrała kartki na mięso w swoim zakładzie pracy. Od tej chwili nikt już jej nie widział. Gość programu z 1987 r. – naczelnik wydziału kryminalnego ppłk Józef Korniewicz – nie potwierdził tego zdarzenia. Poinformował, że śledczy przyjęli w tej sprawie dwie wersje. „Pierwsza ma związek ze zbrodniczym działaniem NN sprawcy. Druga: opuściła rodzinny dom z powodu złego pożycia małżeńskiego. Potwierdzają to częściowo jej pamiętniki” – komentował wówczas Korniewicz.
Przez kolejne lata walkę o ustalenie prawdy o zaginięciu córki podjął ojciec. Pisał dziesiątki skarg na opieszałość milicji i prokuratury do Sejmu, Prezydenta RP, Ministerstwa Sprawiedliwości i MSW. Ja od emisji programu w 1987 r. nigdy nie wróciłem do sprawy Urbańskiej.
Kiedy przygotowywałem ten tekst, dotarłem m.in. do „Gazety Częstochowskiej” z 2005 roku. Okazało się, że 10 lat po zaginięciu Urbańskiej jej ojciec Marian Kowalik 14 stycznia 1992 r. złożył ustne zawiadomienie o przestępstwie w częstochowskiej prokuraturze. Informował, że za zaginięciem córki stoją milicja i Służba Bezpieczeństwa, bowiem krytycznego dnia Irena Urbańska została zatrzymana przez funkcjonariusza SB Romualda R. jako działaczka „Solidarności”. Ze wspomnianego tygodnika można dowiedzieć się, że kiedy zabierano Urbańską z domu, oficera nie interesowały znajdujące się tam ulotki, krótkofalówka ani kasety z nagraniami. W niektórych pismach ojciec kierował podejrzenia w stronę męża córki, który według jego relacji od początku małżeństwa znęcał się nad nią fizycznie i psychicznie. Twierdził także, że małżonek Ireny był informatorem SB. W piśmie z 2002 roku pisał: „Mąż córki był w ścisłych kontaktach z MO. Był konfidentem i szpiclem”. Żadne śledztwo podjęte przez Prokuraturę Generalną nie wskazywało na jakikolwiek związek SB ze sprawą zaginięcia Urbańskiej; wszystkie wykluczały jej zatrzymanie w lutym 1982 r.
Bardzo ciekawa jest też odpowiedź zastępcy prokuratora generalnego z 1999 r. Można w niej przeczytać, że „dokonano szeregu czynności procesowych zmierzających do wyjaśnienia wszystkich okoliczności, a także możliwych wersji zaginięcia Ireny Urbańskiej. Uwzględniano m.in. zabójstwo, samobójstwo, wyjazd z kraju. W toku postępowania nie ustalono losów Ireny Urbańskiej. Nie potwierdzono faktu internowania, zatrzymania, tymczasowego aresztowania lub innego pozbawienia wolności. Nie potwierdziła się też wersja, że zaginiona była członkiem opozycji. 11 grudnia 1992 r. Marian Kowalik po prawie rocznym śledztwie został zapoznany ze zgromadzonym materiałem i nie zgłosił żadnych nowych wniosków dowodowych”. Tyle resort sprawiedliwości. Niewiele też wniosła interwencja u ówczesnego sekretarza KC PZPR – Albina Siwaka.
Czy jest jeszcze szansa na wyjaśnienie tej sprawy i ustalenie, co jest prawdą? Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie, choć jestem przekonany, że Irena Urbańska nie żyje._