R E K L A M A
R E K L A M A

Patrząc śmierci w oczy. „Nie zapomnij nakarmić gołębi”

Jeśli cokolwiek kojarzyć się może z pamiętnikiem wojennym anonimowego Palestyńczyka z Gazy, to „Dziennik Anny Frank”. Można też mieć nadzieję, że „Nie zapomnij nakarmić gołębi. Dziennik z Gazy” stanie się, jak zapiski Anny Frank, dokumentem wpisanym na listę Pamięć Świata UNESCO. Sądzę jednak, że kulturowa asymetria, jaką wywołuje Holocaust, nie stworzy miejsca dla „Dziennika z Gazy” i wyjdzie na to, że zagłada jednego narodu przez drugi, tu: palestyńskiego przez Żydów, jest sobie nierówna.

Źródło: oficjalna okładka

Nie znamy personaliów autora dramatycznego dziennika wypędzenia. Nie wiemy, dlaczego zachowuje anonimowość, wszak jedyną sferą, jaką odsłania, jest nie tajemnica wojskowa, ale intymny zapis strachu i smutku.

Dziennik zaczyna się 8 października, dzień po masakrze, jakiej dokonał Hamas na cywilnych Izraelczykach w 2023 roku, zaś autor jest jednym z setek tysięcy Palestyńczyków z Gazy, którzy za tę zbrodnię zapłacili okrutny trybut: wypędzeniem, cierpieniem i lękiem o przyszłość. O ile będzie. Autor jest wykształconym singlem, uciekającym z Gazy z siostrą i kotem. Codzienne zapiski stały się dlań kuracją. „Im częściej to robiłem, tym bardziej zdawałem sobie sprawę, że dla mnie to terapia, która pozwala uwierzyć, że moja osoba coś znaczy. Dawało mi nadzieję, że słowa mogą nieść jakiś sens dla kogoś oddalonego o tysiące kilometrów, kto nigdy nie słyszał o istnieniu miejsca o nazwie Gaza”. Koresponduje z bliskimi na WhatsAppie, a jego słowa-świadectwa mają wymiar uniwersalny. „O dwunastej w nocy wszystkim na północy oraz w mieście Gaza kazano iść na południe… Bezsenna noc pełna łez i strachu… Rodziny musiały się rozdzielić…”.

W Gazie w izraelskim odwecie zginęło 68 tysięcy cywilów!

Autor „Dziennika” miał szczęście,

po miesiącach cierpienia dotarł do Egiptu. „Spotkała mnie łaska – mogłem uciec, przeżyć, żyć. Ale czy rzeczywiście żyję? Egipt jest piękny, ale Gazańczycy są straumatyzowani, przerażeni, martwią się nieznaną przyszłością. Wśród milionów Egipcjan i ludzi innych narodowości łatwo rozpoznaję osoby z Gazy. Nie chodzi o wygląd czy akcent, lecz raczej ból wyryty w naszych duszach. To smutne, nieobecne, pełne żałoby spojrzenie jest nie do pomylenia: oto ktoś z Gazy, ktoś, kto też wszystko stracił i usiłuje się utrzymać na powierzchni, próbuje żyć, niepewny, czy w ogóle da radę”.

 

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2026-02-22

Henryk Martenka