W połowie lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku rodziło się prawie 800 tys. dzieci rocznie.
W 2024 r. na świat przyszło zaledwie 250 tys. dzieci, a zmarło 400 tys. Polaków. W Polsce mamy ponad tysiąc szpitali, z których wiele to placówki niedoinwestowane, często z kiepskim sprzętem i mało doświadczoną kadrą, gdzie na wielu oddziałach z roku na rok jest coraz mniej pacjentów. Najgorsza sytuacja od lat panuje na oddziałach ginekologiczno- położniczych. Nie dość, że wielu ginekologów-położników, zwłaszcza w szpitalach powiatowych, ma coraz mniej pracy, to właśnie tam liczba zdarzeń jatrogennych jest niepokojąco wysoka.
Ministerstwo Zdrowia chciałoby zlikwidować te oddziały ginekologiczno- -położnicze, gdzie rodzi się mniej niż 400 dzieci rocznie. To granica finansowej opłacalności istnienia takiego oddziału. Według wstępnych planów 88 oddziałów nie spełnia tych kryteriów, a niektórzy mówią nawet o 109.
W ubiegłym roku zamknięto 31 oddziałów położniczo-ginekologicznych, a działalność 62 została czasowo zawieszona (nie wiadomo, czy nie na stałe). Niemal 100 proc. szpitali, w których dokonano tych zmian, należy do samorządów.
Na portalu Termedia z 2024 r. zamieszczono listę szpitali z liczbą porodów poniżej 400 (dane z 2023 r.). Były na niej nawet duże placówki, np. w Częstochowie (376 porodów), Tarnobrzegu (338 porodów), Tarnowskich Górach (319), Kutnie (174), a również takie, gdzie liczba porodów była wręcz symboliczna: Zduńska Wola i Włodawa (77), Złotów (49) czy Biskupiec (1). Dziś w kilku z nich zamiast oddziałów ginekologiczno-położniczych są tylko ginekologiczne.
Subskrybuj