– Nie znałam tego faceta, nigdy go nawet nie widziałam – relacjonuje tę noc kobieta. – Zdziwiłam się, ale po chwili pomyślałam, że najlepiej będzie, jeśli to zmilczę i zablokuję numer nadawcy. Tak zrobiłam, ale w ciągu kolejnych godzin dostałam z innych numerów całą serię „selfie”: zdjęć i filmów tego samego faceta. I podpis: „Cześć Martynka!”.
Nagi, onanizujący się, wkładający sobie wibrator w odbyt, zbliżenie samego odbytu. Były też zdjęcia i filmy w ubraniu, choć nietypowym: w koronkowej damskiej bieliźnie albo w stroju sado-maso z maską na twarzy. Martyna: – Zmarnowana noc, bo zdjęcia przychodziły do rana, a ja wciąż blokowałam numery. Później było to samo. Jakby chciał mnie wymęczyć, bo wysyłał to swoje porno regularnie w dzień i w nocy. Smartfon to moje narzędzie pracy i bałam się iść na spotkanie z klientami, bo co im powiem, jeśli na ekranie pokaże się nagle takie zdjęcie? W końcu poszłam na policję. Myślałam, że wezmą się do tego „raz-dwa”, bo przecież każdy wie, że to stalking. Ale zamiast tego zaczął się cyrk: „czy wysyłanie zdjęć to na pewno przestępstwo?”, „co to za nękanie?”. W końcu, kiedy wyraźnie zażądałam przyjęcia zgłoszenia, zrobili to. Na efekt czekałam bezskutecznie kilka miesięcy, a że typ wciąż wysyłał te zdjęcia i filmy, miałam w końcu dość i opowiedziałam swoją historię na jednym z portali. I wtedy się zaczęło.
Subskrybuj