Prezydent Nawrocki, sprzeciwiając się kontroli internetu, równocześnie zamierza zabronić propagowania tam „banderyzmu”: czy w takim razie Stefan Bandera mógłby być pokazywany w samych gaciach, czy i to byłoby jego propagowaniem? A, zdaje się, był dość cherlawy, więc jemu by się to nie przysłużyło.
Ograniczenia swobody w internecie w ogóle polegają na razie na tym, aby chronić osoby publiczne, czyli to nic nowego, tylko kolejny akt potwierdzenia ich szczególnej pozycji. Nic nie wygląda gorzej od tego, że we Francji skazano jakichś internautów za wypisywanie złych rzeczy o żonie prezydenta Macrona i na tym ściganie nadużyć zawieszono: czyż nie potwierdza to wszystkich obaw, że taka kontrola zaprowadzana jest po to, aby stawała w obronie osób i bez tego dostatecznie wpływowych?
Subskrybuj