R E K L A M A
R E K L A M A

Migiem do upadku [FELIETON MARTENKI]

Rozpad jądra atomu różni się od rozpadu partii politycznej tym, że jego skutkiem są co najmniej dwie kolejne cząstki, a w efekcie powstaje energia. Partia rozpada się natomiast jak zwalone w lesie drzewo, którym żywią się już tylko robaki. Upadek Polski 2050 Szymona Hołowni, politycznej partii zbudowanej na osobie lidera, przypomina wcześniejsze agonie Wiosny, Ruchu Palikota czy Nowoczesnej. 

Rys. Tomasz Wilczkiewicz

Te cztery nieszczęsne formacje łączy jedno, ale uzasadnia mój felieton: głosowałem na nie, stając się jednym z wielu, których głosy umożliwiły ludziom spoza galerii woskowych figur politycznych, od lat okupujących uwagę, wejście do polityki i pozwoliły zmierzyć się z materią, która nie jest tego warta.

Jak zawsze w przypadku partii opartej na liderze, a nie idei czy programie, byliśmy naocznymi świadkami „rozkwitu i upadku, niczym miasta Mahagonny”, operze sprzed stu lat. Owszem, pół kadencji, jakie Hołownia spędził na stolcu marszałka Sejmu, było nową jakością w sensie rozrywkowym, ale czy politycznym? Na pewno odświeżyło sejmowy zaduch, wniosło powiew inteligencji w formie dowcipu i bon motu, ale czy cokolwiek zmieniło w polskiej codzienności? Nie, i ta odpowiedź w pełni uzasadniła ocenę Hołowni w kampanii prezydenckiej (4,99 proc.), jaką wyraził dlań elektorat. I jaką Hołownia przyjął dosłownie. Przegrał i zachował się jak przegrany. A to nie jest standard w polityce.

Standardem w polityce nie jest też okazywanie rozpaczy, a nade wszystko psychicznej labilności. Upadek Polski 2050 wyniknął z licznych wpadek wizerunkowych, którym zawinił Hołownia. Przypomnę, że zarabiając na posadzie w Sejmie i kierując partią, Hołownia, mieszanka Piotrusia Pana i śniadaniowego celebryty, zaczął ostentacyjnie poszukiwać pracy w ONZ, co miało zrekompensować mu krajową porażkę. Zszokowało to jego towarzyszy, naiwnie uznających, że w polityce jest się ze sobą na dobre i złe. Potem nie pomógł sobie ani partii, drąc szaty i policzki, by hamletyzować: wrócić na łono partii czy nie wrócić, choć nawet oddani parteigenossen okazywali, jak bardzo mają go dosyć. Podziały w Polsce 2050 też są winą Hołowni, bo pozwalając na agresywną kampanię wyborczą o schedę po nim, skłócił wszystkich ze wszystkimi. Jeden z najwierniejszych kompanów, Michał Kobosko, zganił go publicznie za nieustanne zmiany zdania. – Od lidera wszyscy mają prawo oczekiwać pewnej konsekwencji, determinacji i stabilności poglądów – stwierdził. Jeszcze boleśniej Hołowni dopiekła banitka z partii Izabela Bodnar, krytykując go na odlew: – Miałam wielu szefów w swojej karierze, byli różni, nie każdy był geniuszem, ale nie pamiętam, żebym się musiała za nich tak regularnie wstydzić. Przykład? Ot, w lipcu Hołownia chlapnął, że był w ostatnich tygodniach namawiany do zamachu stanu i opóźnienia zaprzysiężenia prezydenta elekta. Później sam nie bardzo potrafił wystękać, o co mu chodziło… – Jak dzieciaki na wakacjach – ocenił „politykę” uprawianą przez marszałka Donald Tusk. – Hołownia to polityk przegrany. Bez pomysłu nie tylko na partię, ale przede wszystkim na siebie – twierdzi dawny stronnik. – Jesteśmy w dupie przez Szymona – mówi inny.

 

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2026-01-29

Henryk Martenka