Dariusz G. nie jest pierwszym stołecznym policjantem, który trafił przed oblicze Sądu Okręgowego w Warszawie. Jest jednak pierwszy, który usiądzie tam oskarżony o stworzenie zorganizowanej grupy przestępczej i kierowanie nią. Jest również niechlubnym rekordzistą, jeśli chodzi o czas kierowania gangiem (cztery lata), skład (82 osoby) i liczbę zarzucanych przestępstw (747), które – zdaniem prokuratury – miał popełnić wespół ze swoimi podwładnymi. Materiał dowodowy w sprawie zawarto w 329 tomach akt, a sposób działania członków grupy został opisany w akcie oskarżenia liczącym ponad 1000 stron – mówi Katarzyna Calów-Jaszewska, rzeczniczka Prokuratury Krajowej. Dla porównania: w sprawach „obcinaczy palców” czy mafii pruszkowskiej akta liczyły kilkanaście – kilkadziesiąt tomów, a akty oskarżenia po 50 – 60 stron. Precedensem jest też to, że w strukturach gangu Dariusza G. ważne role odgrywali jego koledzy oficjalnie pełniący służbę.
Parasol nad samym sobą
30 grudnia 2025 roku Dolnośląski Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej do spraw Zorganizowanej Przestępczości i Korupcji wysłał do Sądu Okręgowego w Warszawie akt oskarżenia przeciwko Dariuszowi G. i 81 jego wspólnikom. O kulisach funkcjonowania tej nietypowej grupy przestępczej napisaliśmy jako pierwsi w artykule „Gang komisarzy” („Angora” nr 16/2021). Ujawniliśmy wówczas, że G. i dwaj jego koledzy policjanci (o trzecim prokuratura jeszcze nie wiedziała) postanowili zająć się nietypową działalnością „biznesową”, czyli nielegalnie czerpać zyski z klubów go-go. Aby zrozumieć sedno tego biznesu, trzeba się przyjrzeć głównej postaci.
Subskrybuj