Mateusz H. przyznał się do zabójstwa, ale zaprzeczył, że zgwałcił swoją ofiarę, gdy jeszcze dawała oznaki życia.
– Moje ręce pozbawiły ją przytomności, a lina pozbawiła życia. Do stosunku seksualnego doszło dopiero później – powtórzył to, co wyjaśniał w śledztwie.
Nagły przypływ „empatii”
Oskarżony potwierdził też, że nieznajomą mu dziewczynę spotkał na przystanku autobusowym.
– Wracałem z nocnej zmiany i spotkałem ją w stanie upojenia alkoholowego. W nagłym przypływie empatii postanowiłem jej pomóc i w rezultacie znaleźliśmy się na dworcu autobusowym w Tarnowskich Górach. Dowiedziałem się, że nie ma jak wrócić do domu, bo zgubiła torebkę z kluczami. Zaproponowałem, że tam pojedziemy i spróbujemy się dostać do jej mieszkania, albo żeby pojechała do mnie, trochę wytrzeźwiała i spróbowała później skontaktować się z bliskimi. Z własnej woli wybrała tę drugą wersję, a później stało się to, czego do tej pory nie jestem w stanie zrozumieć. Nie potrafię umotywować ani prawidłowo wyjaśnić, dlaczego do tego wszystkiego doszło, dlaczego ją udusiłem, a później zgwałciłem.
Subskrybuj