Zarzuty związane z „Bolkiem”
Decyzja warszawskiej prokuratury z 24 września 2026 roku kończy postępowanie, którego początki sięgają przesłuchania Lecha Wałęsy przeprowadzonego 13 kwietnia 2016 roku w Instytucie Pamięci Narodowej. Podczas tego przesłuchania byłemu prezydentowi przedstawiono dokumenty znajdujące się w teczce personalnej oraz teczce pracy tajnego współpracownika SB o pseudonimie „Bolek”.
Materiały zostały wcześniej odnalezione w domu wdowy po gen. Czesławie Kiszczaku. Wałęsa zakwestionował autentyczność niemal wszystkich widniejących na nich podpisów. Śledztwo rozpoczęto w 2017 roku z inicjatywy ówczesnego prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry. Z dokumentacji sprawy wynika, że w listopadzie 2023 roku do sądu trafił akt oskarżenia. Kilka miesięcy później, w czerwcu 2024 roku, Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia zwrócił postępowanie prokuraturze, nakazując jego uzupełnienie.
Ostatecznie prokuratorzy uznali, że ekspertyza przygotowana przez krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna nie pozwalała na sformułowanie jednoznacznych wniosków. W decyzji wskazano również na istotne zastrzeżenia dotyczące metodologii zastosowanej przez biegłych. Analizowali oni dokumenty odręczne z lat 1970–1971, porównując je przede wszystkim z próbkami pisma pochodzącymi z lat 80. i 90. oraz z XXI wieku.
Prokuratura zwróciła także uwagę, że biegli nie mieli do dyspozycji tzw. wpływowych próbek pisma, czyli materiału pobranego bezpośrednio od Wałęsy na polecenie oraz w obecności prokuratora albo funkcjonariusza policji.
„Wtórny analfabeta”
Jak przekazała prokuratura, czwartkowa decyzja była rezultatem szczegółowej analizy opinii ekspertów dotyczącej badania pisma ręcznego. Prokurator oceniła, że przedstawiona ekspertyza nie pozwala na jednoznaczne przypisanie Lechowi Wałęsie autorstwa analizowanych zapisów i podpisów.
Prokuratorzy zwrócili uwagę na zeznania świadków dotyczące wyglądu teczek „Bolka” z lat 70. i 80., który miał różnić się od dokumentów znalezionych u Czesława Kiszczaka. Wskazywano m.in. na odmienny sposób spinania kart i brak pieczęci archiwalnych. Z zeznań byłych funkcjonariuszy SB wynikało również, że w latach 80. służby miały fałszować dokumentację Wałęsy, aby utrudnić mu otrzymanie Pokojowej Nagrody Nobla.
Śledczy odnieśli się także do relacji świadków dotyczących problemów Wałęsy z pisaniem i czytaniem w tamtym okresie. Jak przekazał prok. Wojciech Sitek, niektórzy określali go nawet mianem „wtórnego analfabety”, wskazując, że dokumenty związane z działalnością „Solidarności” przygotowywały za niego inne osoby. Według prokuratury podważa to tezę, że Wałęsa samodzielnie sporządzał obszerne raporty i donosy znajdujące się w aktach SB.
Prokuratura, poza analizą pisma, odwołała się również do zasad postępowania karnego i prawa do obrony. Śledczy uznali, że nawet jeśli zeznania Wałęsy z 2016 roku nie odpowiadały prawdzie, ich złożenie mogło mieścić się w konstytucyjnie chronionym prawie do nieobciążania samego siebie.
Cenckiewicz podważa opinię prokuratury
Uzasadnienie prokuratury spotkało się z ostrą reakcją części badaczy historii aparatu bezpieczeństwa PRL. Profesor Sławomir Cenckiewicz w serwisie X skrytykował decyzję śledczych, zarzucając im polityczne podejście do sprawy i próbę zmiany dotychczasowej interpretacji wydarzeń.
W swoim wpisie odniósł się zarówno do oceny opinii krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna, jak i do argumentów dotyczących umiejętności pisania i czytania przez Lecha Wałęsę w latach 70. Cenckiewicz podważył przedstawioną przez prokuraturę interpretację tych okoliczności.
Szaleńcy Tuska z prokuratury uznali, że Wałęsa był wtórnym analfabetą nie tylko w okresie 1970-1976 r., czyli w okresie współpracy z SB jako Bolek, ale również jako przewodniczący NSZZ „Solidarność”! Rozumiecie! Ci szaleńcy twierdzą, że na czele 10-milionowego ruchu stał wtórny analfabeta – napisał.