Każe się pogodzić z tym, że lewica nie zdobędzie poparcia „mas plebejskich”, bo w tym celu musiałaby stać się taka, jak one, a przez to przestałaby być lewicą: lud i jej dotychczasowa reprezentacja znaleźli się trwale i nieodwracalnie na swoich antypodach. Więc nawet nie ma się co starać.
Według sugestywnego opisu prof. Majcherka masy są klerykalne, homofobiczne, mizoginiczne, ksenofobiczne, antyimigranckie, wspierają palenie węglem i użytkowanie starych diesli; myślę, że masom wystarczyłoby już samo takie wyliczenie, żeby brać nogi za pas. Te trudne słowa ich potępień pomieszały się już w głowach samych potępiających, czego dowód dał poseł Kowal (ostatnio Platforma Obywatelska, kiedyś przeciwnie), który był pewien, że Molier napisał komedię „Mizogin”, chociaż był to „Mizantrop”. Różnica w brzmieniu niewielka, a mizantropowi, któremu nic się nie podoba, nie podobają się również kobiety, a więc jest i mizoginem. Co tu dużo kryć, trudne te słowa powodują nie tylko utratę mas, ale i ogólny galimatias. Naturalnie problem, kto tu ma kogo pouczać i czym zawstydzać – mizogini mizantropów czy może odwrotnie – trzeba odłożyć do czasu, aż się uzgodni, kim oni są.
Subskrybuj