R E K L A M A
R E K L A M A

Nie tylko umarły odpowie. Rozmowa z WOJCIECHEM SUMLIŃSKIM

Rozmowa z WOJCIECHEM SUMLIŃSKIM, dziennikarzem śledczym, reżyserem, pisarzem specjalizującym się w literaturze faktu.

Fot. Piotr Kamionka/Angora

Przed kilkoma dniami Prokuratura Okręgowa w Warszawie podjęła decyzję o odmowie, z powodu braku podstaw, wznowienia umorzonego śledztwa w sprawie śmierci Andrzeja Leppera (zmarł 5 sierpnia 2011 r.). Moim zdaniem to absolutnie skandaliczna decyzja, bo wszystkie dostępne publicznie okoliczności tej sprawy jednoznacznie wskazują na to, że były wicemarszałek Sejmu i wicepremier został, wbrew stanowisku prokuratury, zamordowany.

– Nie ma najmniejszych wątpliwości, że Lepper został zamordowany. W książce „Niebezpieczne związki Andrzeja Leppera”, którą napisałem razem z majorem Tomaszem Budzyńskim, byłym szefem lubelskiej delegatury Agencji Bezpieczeństwa Publicznego, wówczas jednej z największych i najważniejszych w kraju, udowodniliśmy to bez żadnych wątpliwości. Policjanci z komendy stołecznej, którzy zjawili się w siedzibie Samoobrony przy Alejach Jerozolimskich, gdzie Lepper miał nie tylko swoje biuro, ale także sypialnię z łazienką, uważali, że śledztwo należy prowadzić pod kątem działania osób trzecich. Jednak prokuratura od samego początku, niejako a priori, nie patrząc na dowody, uznała, że było to samobójstwo.

– Pomówmy o dowodach wskazujących na to, że miało miejsce zabójstwo.

– Sprzątaczka bardzo starannie, na sucho i na mokro, przed przyjściem Leppera posprzątała podłogę w siedzibie partii. Według hipotezy przyjętej przez prokuraturę po przyjściu Leppera już nikt więcej potem tam nie przychodził. Mimo to na podłodze znaleziono świeże ślady butów trzech nieznanych osób. Argumentacja prokuratury była kuriozalna: nie wiemy, kto zostawił te ślady, a więc nie będziemy się nimi zajmować. Ale to nie wszystko. Na krzesełku, na którym stał Lepper, zanim miał się powiesić, nie było śladów jego linii papilarnych; nie było ich też na sznurze. A przecież nie miał na rękach rękawiczek. Nie było ich również na podłodze. Ale na te jednoznaczne dowody prokuratura pozostawała ślepa i głucha.

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2026-01-31

Krzysztof Różycki