Prokurator generalny natychmiast złożył wniosek o to, aby zadośćuczynić stronie polskiej i wydać D. w trybie ekstradycji. Francuski sąd musiał zdecydować, czy prawo nad Sekwaną pozwala go wydać. Problem rozwiązał sam D., bo na pytanie prowadzącego sprawę sędziego, czy chce zostać wydany władzom polskim, odpowiedział jednym słowem „tak”. Potem poprosił, by zwolnić go z aresztu, bo on się nie ukrywa ani ukrywać nie zamierza. Tyle że to dopiero początek prawnych komplikacji.
Tajny donos
27 stycznia rankiem francuska żandarmeria otrzymała anonimowe zgłoszenie. Wynikało z niego, że w miejscowości L’Averyon niedaleko Montpellier (południowa Francja) w wynajmowanym mieszkaniu ukrywa się człowiek, którego nazwisko zbieżne jest z danymi osoby poszukiwanej przez Interpol, a jego twarz podobna jest do zdjęcia z listu gończego. Zgłoszenie natychmiast trafiło do specjalnej jednostki odpowiedzialnej za poszukiwanie zbiegów. Uzbrojeni komandosi pojechali pod wskazany adres. Drzwi otworzył im 47-letni człowiek mówiący dobrze po francusku, ale z silnym wschodnim akcentem. Potwierdził, że nazywa się Michał D., jest Polakiem mieszkającym we Francji, ale nic nie wie o tym, aby był poszukiwany przez jakikolwiek wymiar sprawiedliwości. D. zachowywał się grzecznie. Poproszono go więc, aby poszedł razem z funkcjonariuszami. Osadzono go w areszcie i tydzień później postawiono przed sędzią śledczym. Tu sprawa przybrała niespodziewany obrót.
Subskrybuj