Zgadzam się z Czarzastym, tak jak nie zgadzam się z Trumpem, a konkretnie jego zawstydzającym, fatalnym stylem uprawiania polityki. Stylem nie do zaakceptowania, opartym na tępej sile, lekceważeniu prawa międzynarodowego, gwałceniu własnych umów, wprowadzaniu globalnego chaosu, sięganiu po cudze ziemie, destrukcji porządku światowego, przez dekady układanego także przez wielu wybitnych Amerykanów, którym Trump do pięt nie sięga.
Decyzję Czarzastego skrytykowali pisowcy, swoi zaś poparli jakby chyłkiem i półgębkiem. Ponieważ list zaadresowano tylko do niego, nie wymagano debaty i decyzji obu izb. Wystarczyła osobista decyzja marszałka. Nie ogarnął tego faktu znany nam wyłącznie z twarzy Gajadhur Alvin, doradca prezydenta, który objawił głęboki szok, że Czarzasty nie przedyskutował swej decyzji z… Pałacem Prezydenckim! – Ta decyzja powinna być konsultowana – gęgał niezrozumiale ony Gajadhur, ale za gęganie płaci mu państwo. Bo przecież za nic więcej.
Zawtórował mu europoseł Tobi Bocheński, koneser krajowego masła, oceniając, że Czarzasty nie jest żadnym partnerem w debacie decydującej, czy Donald Trump zasługuje na Nagrodę Nobla, czy nie… Bocheński jak zwykle uniósł się wysoko od podłoża, więc nie uwzględnił faktu, że skoro Amerykanie i Izraelczycy napisali do Czarzastego, to jednak uznali go za zdolnego do decyzji. Z tego samego powodu nie napisali do Bocheńskiego.
Subskrybuj