R E K L A M A
R E K L A M A

Zdrowie w kryzysie nadmiaru [FELIETON MARTENKI]

Polska służba zdrowia – srogo krytykowana od czasów Piastów – cierpi na kolosalny kryzys nadmiaru. Ma za dużo pacjentów, szpitali, pieniędzy i lekarzy. To wszystko jest do tego tak źle poukładane, że z kryzysu musiał powstać inny nadmiar – oczekiwań. A z tymi jakoś nie potrafi sobie żadna władza poradzić od trzech dekad.

Wygenerowane przez Gemini

To skutek świadomego zaniechania reform zrodzonego przez trwogę przed politycznym upadkiem. „Wszyscy dobrze wiedzieli, jak i z jakich powodów gnije medycyna w Polsce, ale «reformowali» chory system wedle reguły stosowanej przez wszystkie rządy – od PRL po niepodległą Rzeczpospolitą – nie leczyć choroby serio, bo spadną słupki poparcia, a odpowiedzialnością za niedomogi obarczać politycznych przeciwników” – taką diagnozę postawił Jerzy Surdykowski w „Rzeczpospolitej”. Status quo jest zatem winą pospołu kolejnych rządów, którym brakło odwagi, by zatrudnić „drugiego Balcerowicza” i pozwolić mu na radykalną terapię polskiej opieki zdrowotnej.

W efekcie ułomnych i cząstkowych pseudoreform „ochronę zdrowia potraktowano jak zwykłą gałąź gospodarki, w której obowiązuje wolny rynek, przetargi, konkurencja i biznes” – mówi dziś były minister zdrowia Radziwiłł. I ma rację. Podobnie w kwestii milionowych wynagrodzeń lekarzy. „To temat zastępczy. Oczywiście, mamy tu do czynienia z patologią. Ale ta patologia jest objawem, a nie istotą problemu” – uważa Radziwiłł. Tu też ma rację.

 

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2026-07-23

Henryk Martenka