R E K L A M A
R E K L A M A

Zaśpiewała z gwiazdą. Julia Wieniawa we wspólnym występie z Andreą Bocellim

Zapełnić widownię stadionu, na którym mieści się kilkadziesiąt tysięcy osób, nie każdy potrafi. To sztuka, która udaje się największym. W Polsce mamy takich wykonawców kilku. Bilety na ich koncerty rozchodzą się zawsze jak świeże bułeczki i pewnie, gdyby było miejsce dwa razy większe, też wszystkie by się wyprzedały.

Źródło: YouTube

Polskę kolejny raz odwiedził Andrea Bocelli (67 l.). Tym razem słynny włoski śpiewak wystąpił u nas dwukrotnie, najpierw w Polsat Plus Arenie w Gdańsku, a dwa dni później w Warszawie – na wypełnionym po brzegi Stadionie Narodowym. Koncert za każdym razem był podzielony na dwie części: pierwszą; klasyczną, operową i drugą – po piętnastominutowej przerwie – z operowymi interpretacjami popularnych włoskich piosenek i przebojów muzyki pop. Bocelli występował w Polsce już kilkanaście razy i to już trzeci raz, gdy Włoch zapełnia naszą największą polską sportową arenę, zdolną pomieścić na trybunach niemal 60 tys. widzów. Gdy doliczyć miejsca na płycie, to niemal 89 tys. osób. Polacy pokochali tego artystę już dawno, przyjeżdża do nas regularnie od lat, o czym sam wspomniał podczas warszawskiego koncertu. „Kiedyś już tu byłem. Miałem wtedy czarne włosy, a dziś… Myśl o tym, że jesteście tu dla mnie, napawa mnie ogromnym wzruszeniem” – mówił Bocelli.

Wyjątkowy wieczór

Jeszcze więcej przekazał już po występie w specjalnym wpisie w swoich mediach społecznościowych. „Warszawo, dziękuję. Po raz kolejny ciepło polskiej publiczności sprawiło, że ten wieczór był naprawdę wyjątkowy. Wasza serdeczność, entuzjazm i sposób, w jaki niezmiennie mnie przyjmujecie, znaczą dla mnie więcej, niż można wyrazić słowami. Z całego serca dziękuję Polsce i wszystkim, którzy sprawili, że ten wieczór na długo pozostanie w mojej pamięci”. To mogliśmy przeczytać w sieci po koncercie. Artysta podróżuje po świecie, by celebrować zbliżającą się trzydziestą rocznicę wydania znakomitego albumu „Romanza”, dzięki któremu podbił wtedy serca międzynarodowej publiczności. Na płycie znalazł się między innymi jego wielki – jeśli nie największy – przebój, czyli wykonana w duecie z Sarah Brightman piosenka „Time to say goodbye”. Pokochały ją miliony ludzi na świecie, do dziś wyciska łzy pod każdą szerokością geograficzną, a trzy dekady temu znalazła się na liście światowych bestsellerów z aż dwunastoma milionami sprzedanych egzemplarzy. Bocelli lubi duety i chętnie zaprasza do współpracy lokalne gwiazdy. Podczas swoich wcześniejszych koncertów w Polsce również zdarzało mu się zapraszać na scenę do wspólnego występu polskie gwiazdy. Były to – jak dotąd – artystki operowe: sopranistki Joanna Jakubas (42 l.) i Aleksandra Kurzak (49 l.). Tym razem miało być inaczej, zaproszenie trafiło do popularnej aktorki i wokalistki Julii Wieniawy (27 l.). Młoda artystka ma już na koncie nagraną płytę, więc śpiewanie nie jest jej obce, ale to tylko jedna ze ścieżek jej kariery – obok grania w filmach i występów w telewizji w roli jurorki. Jednak co innego śpiewać i nagrywać piosenki, co innego stanąć na scenie z niekwestionowaną światową gwiazdą opery. Potrzebny jest talent, ale i wielka odwaga, by najpierw nie zjadła nas trema, a potem nie rozerwali na strzępy wszelkiej maści krytycy. Wieniawa wiedziała, że takiej okazji się nie odrzuca, więc natychmiast rzuciła się w wir przygotowań, a urywki jej ćwiczeń wokalnych możemy obejrzeć w sieci, bo celebrytka podzieliła się nagraniami. Śpiew i głos szkoliła ze śpiewaczką operową i trenerką wokalną Aleksandrą Utracką- Skoczeń. Wreszcie, po pół roku żmudnych przygotowań, najpierw w Gdańsku, a potem w Warszawie, ze sceny padło zdanie: „Bardzo mi miło zaprosić pewną osobę. Prawdopodobnie ją znacie. Nazywa się Julia Wieniawa” – tak Andrea Bocelli zapowiedział naszą gwiazdę. Polka zaśpiewała z wybitnym tenorem piosenkę pt. „Canto della terra” i jak na włoski utwór przystało była to opowieść o miłości. Tym razem o takiej, która być może potrwa tylko kilka dni. „Spójrz na tę ziemię, która biegnie z nami, nawet gdy jest ciemno. Spójrz na tę ziemię, która też biegnie dla nas, żeby dać nam trochę słońca…” – śpiewali po włosku wielki tenor i młoda polska wykonawczyni. Publiczności nie trzeba było zachęcać do oklasków, nagrodziła występ gromkimi brawami.

Wzruszona Julia

Tak Julia zareagowała w sieci, już po pierwszym koncercie: „Nadal nie wiem, czy to nie był sen. Zaśpiewać u boku Andrei Bocellego to jedno, ale ciepło, z jakim mnie przyjął, wzruszyło mnie chyba jeszcze bardziej. Dawno nie czułam się tak zaopiekowana na scenie. Są chwile, które zostają w sercu na zawsze. Ta na pewno będzie jedną z nich”. „Thank you Maestro” zakończyła wpis – „dziękuję, Mistrzu”. Polska nie byłaby Polską, gdyby przez media i fora internetowe nie przetoczyła się fala komentarzy, także tych najbardziej krytycznych. Zamiast cieszyć się z sukcesu naszej artystki, wolimy oceniać, ganić, krytykować. A przecież Andrea Bocelli wiedział, co robi, i wiedział, z kim będzie dzielił scenę. Słyszał, jak śpiewa Julia, i nie miał żadnych zastrzeżeń. To przecież był jego wybór, jego decyzja. Nie zdecydowałby się na występ z kimś, kto się do tego nie nadaje. Cieszmy się więc sukcesem naszej gwiazdy, trzymajmy kciuki za dalsze sukcesy, zamiast tylko bez sensu krytykować. Powodzenia, Julka, i więcej takich sukcesów! 

2026-08-30

Plotkara