Ktoś kiedyś powiedział, że Łódź nie ma szczęścia zarówno do władz świeckich, jak i kościelnych. Tak było za czasów PRL-u i, z małymi wyjątkami, jest do tej pory. To kiedyś włókniarskie miasto stało się stolicą biskupstwa dopiero w 1920 roku, a arcybiskupstwa – w 1992 roku. Przez te wszystkie lata biskupi ordynariusze nie byli rodowitymi Łodzianami. Wychowali się w Poznaniu, Krakowie, Warszawie i wydaje się, że nie czuli specyfiki tego miasta, jego unikatowego w skali Europy charakteru i kolorytu.
To się właśnie zmieniło, gdyż decyzją papieża Leona XIV nowym metropolitą łódzkim został kardynał Konrad Krajewski. Postać nietuzinkowa i wyjątkowa w całym polskim Kościele. Czy Łodzi wyjdzie to na dobre, dopiero się okaże.
Chłopak z Bałut
Krajewski to prawdziwy Łodzianin; można nawet powiedzieć: Lodzermensch. Wychowywał się na Bałutach, na osiedlu Marysin, którego nazwa pochodzi do imienia królowej Marysieńki, żony Jana III Sobieskiego. Przed wojną były to niezamożne okolice, w znacznym stopniu zamieszkane przez ludność żydowską, a przyłączone do miasta dopiero po wojnie. Podczas okupacji Marysin włączono do getta. Tu też znajduje się stacja Radegast, skąd do obozów śmierci wywieziono 145 tysięcy Żydów. Przy dzisiejszej ulicy Czarnieckiego znajdowało się Centralne Więzienie – punkt zborny dla Żydów przed deportacją do obozów, a także areszt podległy policji żydowskiej. Jeszcze w latach siedemdziesiątych przy okazji różnych prac budowlanych znajdowano na Marysinie żydowskie artefakty, którymi bawiły się miejscowe dzieci.
Konrad Krajewski urodził się 25 listopada 1963 roku. Miał starszego o dwa lata brata Krzysztofa. Rodzina mieszkała w służbowym mieszkaniu na terenie Szkoły Podstawowej nr 120 przy ulicy Centralnej, gdzie jego rodzice byli nauczycielami. W tamtych latach patronem szkoły był komunistyczny działacz, członek PPR, Stefan Grabowski (związany z Mieczysławem Moczarem). Podobno przyszły kardynał chciał się uczyć w XII LO, znanym z dobrych wyników w przedmiotach ścisłych, ale z powodu wprowadzonej rejonizacji kontynuował naukę w pobliskim XXVIII Liceum. To podczas nauki w szkole średniej postanowił zostać księdzem.
Po maturze uczył się w Wyższym Seminarium Duchownym w Łodzi. W 1988 roku otrzymał święcenia kapłańskie z rąk biskupa Władysława Ziółka, ordynariusza diecezji łódzkiej (który w tym roku kończy 91 lat i ma się bardzo dobrze). Magisterium (z teologii) uzyskał na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Naukę kontynuował w Papieskim Instytucie Liturgicznym św. Anzelma w Rzymie, a w 1995 roku obronił pracę doktorską na Papieskim Uniwersytecie Świętego Tomasza z Akwinu w Rzymie (temat rozprawy „Święcenia biskupie w reformie Soboru Watykańskiego II”).
Wieloletni pobyt w Watykanie to świetna okazja do zaznajomienia się z funkcjonowaniem najważniejszych instytucji Kościoła i przede wszystkim do nawiązania znajomości. Najcenniejsze i najtrwalsze są te, które nawiązujemy na początku drogi życiowej, gdy nie wiążą nas konwenanse i układy.
W 1990 roku w wieku 29 lat zginął na morzu jego starszy brat.
Po powrocie do kraju w 1995 roku Konrad Krajewski został wikariuszem (pomocnik proboszcza) w Ruścu (miejscowość między Bełchatowem a Wieluniem) i w Łodzi. Po rzymskich studiach nie był to imponujący początek kariery, ale przełożeni celowo – „na przetarcie” – skierowali go do pracy duszpasterskiej. Doktor teologii specjalizujący się w formach celebracji liturgicznych nie mógł zbyt długo być prowincjonalnym wikariuszem. Władysław Ziółek, który został już arcybiskupem, mianował go ceremoniarzem – osobą odpowiedzialną za organizację liturgii w diecezji. I to był przełomowy moment w kościelnej karierze przyszłego kardynała.
Subskrybuj