– Wystąpił pan kilka dni temu w Warszawie dla polskiej publiczności. Jak to możliwe, że utrzymuje pan wysoką muzyczną formę i ma cały czas kontakt z ojczyzną?
– Robię, co tylko w mojej mocy (śmiech). Od 1968 roku mieszkam na stałe pod Paryżem, ale w Polsce mam ciągle coś do załatwienia. Przyjeżdżam na koncerty, do rodziny i na spotkania z kolegami. Trwa rok Jerzego Giedroycia i z tej okazji zagrałem koncert w Muzeum Historii Polski. Współpraca co prawda rodziła się w bólach, ale gdy im odpisałem, że jestem jednym z ostatnich żyjących, którzy bywali w Instytucie Literackim w podparyskim Maisons-Laffitte, to sprawy nabrały przyspieszenia.
Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.
Już od
22,00 zł/mies
Subskrybuj