R E K L A M A
R E K L A M A

Komunizm wraca, postkomunizm się kończy. Okno na media

W sobotę „powrócił komunizm”, a już w środę: „Dziś, szanowni państwo, w Polsce skończył się postkomunizm”. Jedno prezydent Karol Nawrocki powiedział przy okazji celebrowania rocznicy stanu wojennego, drugie – na tle rozmontowanego w pałacu Okrągłego Stołu. Trudno za prezydentem nadążyć, a tym bardziej zrozumieć, co powróciło, skoro jednocześnie odeszło.

Fot. YouTube

Wprawdzie te dwie wypowiedzi dzielił dystans ponad tygodnia, a więc powracający komunizm mógł nakłonić prezydenta do tego, by w trybie na cito przystąpić do demontażu i wyprowadzenia symbolicznego mebla z pałacu raz na zawsze, razem z postkomunizmem. Stół przeżył w pałacu kilka dekad i poprzednich prezydentów, dopiero historyk, nie bacząc, że to ikona polskiej transformacji ustrojowej, dopatrzył się w nim znamion postkomunizmu. Zbigniew Janas (opozycjonista), komentując akcję wyprowadzenia Okrągłego Stołu z Pałacu Prezydenckiego, powiedział dosadnie: „Nawrocki robi to tak, jak robili komuniści”. Jeszcze większe emocje targnęły Joanną Szczepkowską, która przy trawestacji swego słynnego powiedzenia usłyszała od prezydenta, że wypowiedziała to „jakaś aktorka”. Więc ta aktorka nie przebierała w słowach; „Posłuchaj, rezydencie prezydenckiego pałacu, gdyby nie Okrągły Stół, dzisiaj, człowieku bez honoru, nie mógłbyś go rozmontować i nikt by o tobie nie wiedział…”. Okrągły Stół ma trafić do Muzeum Historii Polski.

Niewykluczone, że będzie to miejsce bardziej odpowiednie dla cennego eksponatu. Odnoszę jednak wrażenie, że nie w tym jest sedno kontrowersji. Stół o tak niepowtarzalnym i historycznym znaczeniu zasługuje na godniejsze potraktowanie. Od prezydenta Nawrockiego, historyka (ktoś na Facebooku napisał: Taki historyk, jak…), mogliśmy oczekiwać innego entourage’u wokół wynoszenia stołu, przy którym o przyszłości Polski debatowali wielcy konstruktorzy naszej współczesności. Prezydent Nawrocki ma prawo mieć swoją ocenę rządowej strony Okrągłego Stołu, ale nie rolą prezydenta jest pomniejszanie znaczenia tego eksponatu. Widowisko demontażu stołu, jakie pałacowi mędrcy zademonstrowali nam w telewizji, było jednym wielkim skandalem.

Pobojowisko, porozkręcane fragmenty stołu, jacyś ludzie krzątający się wśród rumowiska elementów i na tym tle uradowany gospodarz. To nie jest szafa trzydrzwiowa, która zagraca nam sypialnię i trzeba szafę wyeksmitować do kuzynów. Ministrowie w Kancelarii Prezydenta, wyćwiczeni w „dokładaniu” rządowi, nie opanowali i chyba się nie nauczą sztuki kurtuazji i dyplomacji, jaką należy stosować w scenariuszach wydarzeń dostojnego urzędu. Dużym błędem było zaproponowanie prezydentowi Nawrockiemu, by w publicznym wystąpieniu wypomniał gościowi (a to podwójnie nie wypada) brak wdzięczności za pomoc okazywaną Ukraińcom przez Polaków. Wręczenie upominku w postaci książki o rzezi wołyńskiej to więcej niż afront. O trudnych sprawach dyplomaci rozmawiają w cztery oczy i niekoniecznie informują opinię, jak potraktowali interlokutora. Chyba że w tym przypadku Karol Nawrocki zapragnął osobiście, na forum, poinformować Brauna i Mentzena, że było „twardo”.

Festiwal medialny głowy państwa nie skończył się w przedświątecznym tygodniu na obrazkach z wizyty ukraińskiego prezydenta. Tuż przed świętami prezydent Karol Nawrocki uznał za konieczne poinformować społeczeństwo o zawetowaniu trzech ustaw, zapomniał jednak dodać, że te weta spowodują, iż kilka miliardów nie trafi m.in. do NFZ na pomoc medyczną dla Polaków. Prezydentowi nie chodziło chyba o miliardy, lecz o to, by Polacy mieli o czym gadać przy świątecznych stołach.

2026-01-01

Andrzej Maślankiewicz