Z policyjnych ustaleń wynikało, że był to dokładnie planowany skok. Sprawcy – najpewniej było ich dwóch – od pewnego czasu objeżdżali miasteczka dawnego województwa pilskiego, szukając zamożnych domów. W końcu wytypowali państwa B. Zwrócili uwagę na znanego w Wałczu ginekologa, który mieszkał z żoną w poniemieckiej willi nad jeziorem. Dom uchodził za jeden z najładniejszych w mieście, stał przy wyjeździe na Bydgoszcz.
Doktor od dawna nie przyjmował już pacjentek, ale miejscowe plotki mówiły o poniemieckim sejfie i przechowywanej w nim biżuterii oraz gotówce. Nie ustalono, skąd bandyci znali zwyczaje starszego małżeństwa i ich plany. Wiedzieli jednak, że 2 października państwo B. jadą na wesele, daleko – prawie 300 km od Wałcza – i że mają wrócić dopiero 5 października. Czekali więc na moment, gdy dom będzie pusty. Prawdopodobnie pojawili się nocą z 4 na 5 października, dzień przed planowanym powrotem gospodarzy. Przeskoczyli ogrodzenie, skorzystali z drabiny sąsiadów i dostali się do okna łazienki. Wybili szybę, wyjęli ramę. Dom stanął przed nimi otworem.
Wychodząc z łazienki, trafili prosto do sypialni, a tam spał niczego niesłyszący doktor. Nie wiedzieli, że państwo B. wrócili z wesela wcześniej. Gospodarz nie usłyszał włamania ani brzęku szkła – miał problemy ze słuchem i na noc odkładał aparat. Ogłuszyli go ciosem w głowę – pięścią lub tępokrawędzistym przedmiotem. Zakleili mu usta plastrem przeciwreumatycznym, głowę owinęli taśmą samoprzylepną. Tą samą taśmą skrępowali ręce i nogi na wysokości kostek. Bili, żądając klucza do sejfu i pieniędzy. Początkowo, zaskoczeni, nawet nie sprawdzili, czy w domu jest żona. Najwyraźniej uznali, że skoro doktor śpi sam, ona została u rodziny. Przeszukali szafy, szuflady, regały, po czym weszli do drugiego pokoju, gdzie spała kobieta. Obudzili ją; jeden krzyknął: „To jest napad!”, przyłożył nóż do gardła i kazał odwrócić się twarzą do ściany. Skrępowali jej ręce, zakneblowali usta taśmą. Żądali wskazania miejsca, gdzie trzymane są pieniądze i klucz do sejfu. Starsza pani nie chciała nic powiedzieć – znaleźli go sami. Zabrali złoty łańcuszek, damski zegarek Omega, dwie złote bransoletki, dwa naszyjniki, pięć pierścionków z kamieniami szlachetnymi, trzy lub cztery Krugerrandy, dziesięć pięciorublówek – tzw. świnek – oraz dziesięć złotych blaszek dentystycznych. Opuścili dom tą samą drogą, którą weszli.
Około 6 rano żonie doktora udało się zerwać taśmę z ust i zaczęła wołać o pomoc. Krzyki usłyszeli sąsiedzi, zawiadomili policję i pogotowie. Pomoc przyszła jednak za późno – doktor nie żył. Bezpośrednią przyczyną śmierci było złamanie krtani. Podczas oględzin pod jego ciałem znaleziono zegarek marki Seiko. Najpewniej należał do jednego ze sprawców i spadł w czasie szarpaniny. Żona doktora niewiele mogła powiedzieć o sprawcach. Twierdziła, że było dwóch dość młodych mężczyzn (w kominiarkach z otworami na oczy), w ciemnych ubraniach i ciemnych rękawiczkach. W toku śledztwa ustalono, że w czasie napadu w pobliżu stał biały Fiat 125p. Świadkowie widzieli w nim młodego mężczyznę, który mógł mieć związek ze zbrodnią. Zgłosił się też świadek, który dzień wcześniej widział w okolicy domu młodego mężczyznę z kolczykiem w kształcie krzyża w prawym uchu. Prezentujemy rysunki skradzionej biżuterii. W 2000 r., kiedy pokazywałem tę sprawę w „997”, nagrywaną w oryginalnych wnętrzach willi i przy okradzionym sejfie, apelowałem do widzów: jeśli mają państwo kosztowności i większe sumy – nie trzymajcie ich w domu, tylko w bankowej skrytce. W 2000 r. kosztowała 150 zł za rok. Sprawa przedawni się w 2029 r.