Okazało się jednak, że od polityki uciec nie można, nawet gdy święta w grudniu ciągną się jak makaron. Politycy znajdą okazję, by świąteczny czas przesunąć na plan dalszy. Prezydent Karol Nawrocki zapragnął godnie uczcić 107. rocznicę powstania wielkopolskiego i w tym celu udał się do Poznania. Sama obecność na poznańskich uroczystościach nie jest niczym nieodpowiednim, ale wygłoszone tam przemówienie stało się już pewnym problemem. Oddając hołd bohaterom powstania, prezydent nie dość precyzyjnie, jak na historyka, opisał powstańcze walki w 1918 roku. Z przemówienia mogło wynikać, że powstańcy nie tylko walczyli z żołnierzami Republiki Weimarskiej w celu odzyskania Prowincji Poznańskiej dla Rzeczypospolitej, ale także bronili granicy zachodniej, tak jak my dzisiaj powinniśmy być gotowi do takiej obrony.
Prezydent pojechał o jeden most za daleko, a zauważył to nieprecyzyjne sformułowanie premier Donald Tusk: „Prezydent Nawrocki znowu wskazał Zachód jako główne zagrożenie dla Polski. To jest istota sporu między antyeuropejskim blokiem (Nawrocki, Braun, Mentzen, PiS) a naszą Koalicją”. Prezydent Nawrocki, w ramach nasilającego się sporu między pałacami, nie mógł zachować się obojętnie. Wymierzył prawym prostym lub lewym sierpowym: „Istota sporu jest raczej taka, że premier nie potrafi słuchać ze zrozumieniem albo celowo szuka konfliktu, bo mu się budżet, służba zdrowia etc. nie spina”.
Nie sposób pojąć, dlaczego dwaj panowie, piastujący w państwie najwyższe stanowiska, bez chwili autorefleksji prowadzą na forum publicznym wymianę ciosów. To nie jest zabawne. Świat się z nas śmieje, a europejscy liderzy, nie rozumiejąc tej przepychanki między prezydentem i premierem, pytają: Co się u was dzieje, czy krajem rządzą chłopcy w krótkich spodenkach? Okładanie się wzajemnie postami w social mediach stało się modne. Jeżeli w tej formie wyżywa się mistrz słownych ataków poseł K., to szkoda wizerunkowa niewielka, przecież wśród deputowanych wielu prezentuje poziom poniżej średniego intelektu. Gdy robią to przy otwartej kurtynie mężowie stanu, wypada zadać pytanie, czy czynią to w interesie Polski?
Premier i prezydent od dłuższego czasu toczą spór kompetencyjny. Wyznając odmienne wartości, inaczej odczytują zapisy Konstytucji. W pewnym sensie może to być usprawiedliwieniem dla istoty sporu, ale nie dla publicznego zachowania obu panów. Społeczeństwo, ta jego część, która racjonalnie pojmuje prawidłowo funkcjonujące państwo, polską rację stanu, ma tej przepychanki po kokardę. Coraz częściej zadajemy pytanie, czy to się skończy? Może w nowym roku choć częściowo dojdzie do porozumienia między prezydentem i premierem? W „Studiu Parlament” Wojciech Machulski, przedstawiciel Konfederacji, rzecznik kampanii Mentzena, zapytany, czy jest szansa, by w roku 2026 pałacowy spór ustał, odpowiedział: „Nie ma takiej opcji. Ci dwaj panowie myślą kategoriami swoich partii, a takie myślenie prowadzi do sporu”. Młody działacz Konfederacji ma rację. PiS i Platforma Obywatelska od ponad 30 lat toczą walkę, a między tymi partiami jest Polska. Polska rozdarta.