Downtown tętni życiem, wąskie uliczki – te, na których dopuszczony jest ruch samochodów – są zakorkowane, ale dzięki temu można lepiej podczas krótkiej wizyty przyjrzeć się imponującej architekturze, połączeniu historycznych budynków z nowoczesnością. Tłumy turystów nie narzekają na brak atrakcji. I choć zwiedzałam Boston zalany słońcem, mogę napisać, że natknęłam się tam na deszcz wrażeń. Taki urok „kolebki Ameryki”, atakujący wszystkie zmysły, bardzo mi odpowiadał. Prawdopodobnie tak czują
2024-01-27
Niagara, czyli od chrząszcza do błękitnego kapturka. Ciekawe miejsce na podróż
Renata Kudeł