Ratcliffe kieruje wielką instytucją. Kiedy rozmawia, chcielibyśmy wiedzieć, kto rozmawia. On czy instytucja? W swoim imieniu czy jako rzecznik? Ktokolwiek by to był – on czy CIA – żadna rozmowa „w cztery oczy” nie odbywa się w cztery oczy. Musi być obecny przy rozmowie ten urzędnik, który robi na bieżąco notatki. Inny to nagrywa. Obydwaj są zaprzysiężeni i mają obowiązek zachowania tego, co widzieli i słyszeli, a nawet myśleli, w tajemnicy stanu. Tajemnicą jest wiadomość, której nie wolno nam przekazywać inaczej jak tylko według instrukcji. Skądś one do nas przyszły. Czy nadawca jest twórcą wiadomości? Najczęściej tak.
Osobną i suwerenną rolę w każdej rozmowie czy korespondencji na najwyższym szczeblu pełni tłumacz, czyli szyfrant. Ma on przykazane, by nie tłumaczył „po swojemu” i aby o wszystkim, co tłumaczył, zapomniał na wieki wieków. Drugi przykaz jest łatwiejszy do spełnienia, bo spełnia się samoistnie. Tłumacz będący w środku rozmowy nigdy nie wie, co tłumaczył. W trakcie rozmowy całą uwagę skupia na dokładności i akuratności. Jest maksymalnie skoncentrowany. Utożsamia się z rozmówcą. Na pole dla siebie nie ma już miejsca. Dodać nie może nawet przecinka. Przetłumaczenie idiomu na idiom wymaga najwyższej maestrii. Tłumacz Chruszczowa, Oleg Trojanowski, zwrot: „job twaju mać” przełożył na „rozszerzam toast na następcę tronu”.
Subskrybuj