Po przyjeździe do Almerii na południu Hiszpanii chciałem podszkolić język. Wprawdzie już trochę rozumiałem, ale gramatyka leżała na dnie. Niestety, nie miałem pieniędzy na płatne kursy. Szukając czegoś za darmo, trafiłem na miejsca, które nie pobierały opłat. Okazało się, że nie byłem sam. Takiego rozwiązania szukało wielu imigrantów. Większość z nich była tu legalnie. Niektórzy dopiero co dopłynęli tu paterami, czyli małymi łodziami motorowymi, z północnej Afryki. W końcu wybrzeże, przy którym leży Almeria, dzieli od Oranu w Algierii zaledwie 150 km. Na tej popularnej trasie przemytu ludzi pływają setki pater rocznie. Za kurs imigranci z Afryki muszą zapłacić kilka tysięcy euro. Nic dziwnego, że po takim wydatku, na który często składa się cała społeczność, z której pochodzą, nie mają już przy sobie nawet jednego euro. Ale mają szczęście, że dotarli do Europy, bo wielu z nich tonie w wodach Morza Śródziemnego.
Subskrybuj