R E K L A M A
R E K L A M A

Sekrety konklawe. Kardynałowie to też ludzie

Za zamkniętymi drzwiami Kaplicy Sykstyńskiej działo się więcej, niż oficjalnie ujawniono. Chociaż od początku wiadomo było, że telefony będą odebrane kardynałom przed konklawe i zwrócone dopiero po wyborze papieża, to jeden z purpuratów miał jednak przy sobie urządzenie, którego nie oddał. A ponieważ wraz z komórkami zniknęły też budziki, elektorzy stojący przed epokowymi decyzjami martwili się o tak przyziemne sprawy jak poranne wstawanie.

Fot. Pixabay

Dopiero teraz kulisy tamtych dni opisano w książce „The Election of Pope Leo XIV: The Last Surprise of Pope Francis”, która ukazała się już na rynku amerykańskim, a wkrótce ma trafić do sprzedaży we Włoszech. Publikacja opiera się na miesiącach wywiadów, rozmów i relacji uzyskanych od osób uczestniczących w ostatnim wyborze ojca świętego. Autorzy, doświadczeni watykaniści Gerard O’Connell i Elisabetta Piqué, rekonstruują przebieg konklawe z 7 i 8 maja 2025 roku. Po czterech głosowaniach kardynał Robert Francis Prevost zdobył 108 ze 133 głosów i przyjął imię Leona XIV.

Najbardziej zaskakujący epizod rozegrał się przed pierwszym głosowaniem, do którego doszło z opóźnieniem. Najpierw jako powód poślizgu wskazywano przedłużającą się homilię ojca Raniero Cantalamessy, później problemy techniczne. W rzeczywistości chodziło o szczelność izolacji. Podczas konklawe elektorzy muszą być całkowicie odcięci od świata: wyłączona zostaje sieć komórkowa, okna są zapieczętowane, a wszyscy zostają zobowiązani do zdania urządzeń elektronicznych. Mimo to watykańska żandarmeria wykryła aktywny sygnał telefonu! Wtedy jeden z najstarszych dostojników wyciągnął z kieszeni smartfon, o którym „zapomniał”. Urządzenie natychmiast przekazano służbom. Nazwiska hierarchy nie ujawniono. Autorzy podkreślają, że nie był to spisek ani próba złamania zasad, lecz roztargnienie. Niemniej technicznie doszło do naruszenia jednej z najsurowszych norm przysięgi konklawe, nakazującej całkowite odcięcie się od świata zewnętrznego. Całe wydarzenie nazwano sytuacją „niewyobrażalną nawet w filmie” i niespotykaną w historii współczesnych konklawe. Systemy bezpieczeństwa zadziałały, ale incydent pokazał, jak trudno w epoce cyfrowej utrzymać absolutną ciszę informacyjną.

Książka odsłania również polityczne tło wyboru. Realna rywalizacja toczyła się między sekretarzem stanu Pietro Parolinem a kardynałem Prevostem, wspieranym przez część hierarchów z USA. Poza murami Watykanu spekulowano szerzej, wymieniając kilkanaście nazwisk, w tym filipińskiego kardynała Tagle. Pierwsze głosowanie szybko zweryfikowało te prognozy. Tagle miał zdobyć mniej niż 10 głosów, a Prevost już na starcie od 20 do 30 głosów i z każdą kolejną turą systematycznie powiększać przewagę. Przytoczono też symboliczny detal: gdy odczytywano ostatnie karty do głosowania, siedzący obok Prevosta Tagle podał mu pastylkę na gardło, bo męczył go kaszel. Chwilę później było jasne, że to właśnie Prevost obejmie tron Stolicy Piotrowej. 

2026-03-13

(ANS) na podst.: repubblica.it, ilmessaggero.it, rainews