I tak „mały wielki Sarko” o celebryckim wizerunku, „zżerany przez narcyzm i wielkie ego”, stał się „najsłynniejszym więźniem V Republiki”. Budzi to duże emocje, bo żaden inny przywódca Francji nie trafił do więzienia – z wyjątkiem Philippe’a Pétaina, szefa rządu Vichy kolaborującego z nazistowskimi Niemcami, który został skazany za zdradę stanu.
Sarkozy spędził trzy tygodnie za kratami słynnego XIX-wiecznego więzienia o zaskakującej nazwie La Santé („zdrowie”) w dzielnicy Montparnasse, w którym jeszcze do 1972 roku skazanym na śmierć ścinano głowy na gilotynie. I bynajmniej nie o resocjalizacyjne zdrowie społeczne tu chodzi, tylko o nazwę własną, która pochodzi od wcześniej mieszczącego się w tym samym miejscu, przy rue de la Santé 42 „domu zdrowia”. Eksprezydent pochwalił się, że zabrał do celi dwie książki: powieść Dumasa „Hrabia Monte Christo” o człowieku niesłusznie uwięzionym, który ucieka, by się zemścić na swych prześladowcach, i „Życie Jezusa” Petitfilsa, lecz nie powiedział, czy to o tej książce myślał, oświadczając: „Kiedy trzeba dźwigać krzyż, trzeba go nieść do końca. A to nie jest jeszcze koniec tej historii”.
Subskrybuj