Mogę wrócić?
Po 1860 dniach spędzonych w kolonii karnej działacz Związku Polaków na Białorusi, dziennikarz „Gazety Wyborczej”, nie przypomina dawnego siebie. Wyniszczony, zapadnięte policzki, ogolona głowa, starszy nie o pięć lat, lecz co najmniej o ćwierć wieku. – Ściągnął koszulę i zobaczyłem człowieka, który wygląda jakby wyszedł z obozu koncentracyjnego, jakby ze zdjęcia z lat 40. Stanął mi przed oczami całkowicie wychudzony. Stan jest po prostu koszmarny – opowiada towarzyszący Poczobutowi w drodze do Warszawy Bartosz Wieliński z „GW”. Zastępca redaktora naczelnego, Roman Imielski, z uwolnionym kolegą rozmawia online: – Na ekranie zobaczyłem połowę wcześniejszego Andrzeja, ale w rozmowie jest taki sam jak dawniej, dużo żartuje. Agnieszka Romaszewska-Guzy, była szefowa opozycyjnej Telewizji Biełsat, ogląda zdjęcie Poczobuta: – Mam świadomość, że to jego wychudzenie może wynikać z wielokrotnego przetrzymywania w karcerze. Więźniowie trafiają tam w zwykłych drelichach, śpią na gołych deskach, bez poduszki i koca. Wiele osób opowiadało mi, że musiało w środku nocy wykonywać ćwiczenia gimnastyczne, bo nie było w stanie wytrzymać zimna. Więźniowie przetrzymywani w karcerze dostają mniejsze racje żywnościowe. To powolne wykańczanie człowieka. Psychicznie go nie złamali. Pierwsze pytanie, jakie zadał polskiemu premierowi, było zaskakujące: – No, ale powiedz, będę mógł wrócić, jak będę chciał? – Tylko ty decydujesz. Jesteś już wolnym człowiekiem – odparł Tusk.
Subskrybuj