R E K L A M A
R E K L A M A

Od kopalni do mariny. Wielka przemiana Łużyc

– Pierwszy kapitan bez portu, pierwszy port świata bez wody. Na razie – uśmiecha się zawadiacko Rocco Schmidt spod daszka kapitańskiej czapki. Ze zwojem map i planów pod pachą, w koszuli w niebiesko-białe paski zaczyna opowieść o „swoim morzu”. Skoro nie ma portu, to nie podpłynął, ale widzimy się nad największym niemieckim sztucznym jeziorem, łużyckim Cottbuser Ostsee, wyczekiwanym w regionie lokalnym morzem. Tu jest nawet wyspa Mały Bornholm, bo Ostsee jest nazwą Bałtyku, a to będzie drugie „morze”. Cottbus, Chociebuż, jako przyszły port staje się częścią wizjonerskiego pomysłu na przemianę pokopalnianych zdewastowanych terenów. 

Fot. Beata Dżon-Ozimek

W sercu starówki w jednym z najstarszych i najmniejszych budynków zakotwiczył już kapitanat bez portu, z bulajami, dzwonem okrętowym, a uśmiechnięty Rocco porywa opowieściami o przyszłości lokalnego „morza”. Hej, ho, popatrz na mapę! Hej, ho, żeglarze! Jako jeden z pierwszych nastolatków w NRD stanął na desce do surfowania, potem – już jako ratownik wodny – sezony letnie spędzał nad jeziorem, bo mama prowadziła tam sklep. Wie dobrze, co to magia wody. Jego motto: sukces przez cichy sukces, kiedyś nieśmiały, okazał się odważnym ambasadorem ważnego regionalnego projektu i zmiany. Już wiele lat temu wymyślił pływające domy kopułowe, które zamierzał produkować i sprzedawać, długo przed tym, zanim architektura pływająca stała się modna na Łużycach i mieszkańcy Cottbus uświadomili sobie, że przyszłe jezioro znajduje się tuż za progiem. 

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2026-06-07

Beata Dżon-Ozimek