Za kilka godzin w innym mieście zacznie się przeszczep. Karetka śpieszy na lotnisko. Gdy podjeżdża przed samolot, jeden silnik już pracuje, drugi zostanie uruchomiony po zamknięciu drzwi. Kilka minut później maszyna jest w powietrzu. W tym biznesie liczą się minuty. Maciej Kowalczyk, pilot i założyciel Call & Fly, od kilkunastu lat organizuje prywatne loty. Wozi przedsiębiorców, sportowców, muzyków, aktorów, zespoły transplantologów i dokumenty, od których zależą wielomilionowe transakcje. Twierdzi, że przypomina strażaka. Kiedy gdzieś wybucha pożar, telefon dzwoni i trzeba działać. Pewnego razu bank musiał dostarczyć dokumenty w trzy godziny do odległego miasta. Samolot poleciał tylko z papierami. Innym razem klient zadzwonił tuż przed Wigilią. Miał pilnie załatwić sprawę w Timișoarze.
Poleciał, wrócił, po czym okazało się, że trzeba lecieć do Rumunii jeszcze raz. Niektóre zlecenia wynikają z kaprysu. Jeden z pasażerów chciał zjeść na pokładzie sushi, ale tylko z restauracji oddalonej o dwieście kilometrów od portu lotniczego. Kierowca pojechał. Transport dania kosztował wielokrotnie więcej niż główna usługa. Kolejnemu pasażerowi tak zależało na spotkaniu biznesowym w słowackim Popradzie, że zapłacił za otwarcie lotniska kilka godzin przed normalnym rozpoczęciem pracy. Najbardziej zaskakujące są spontaniczne decyzje. Dwóch mężczyzn zamówiło lot z Krakowa do Gdańska, by, jak wyznali, napić się wódeczki z kolegą. Wieczorem zadzwonili ponownie, prosząc o odebranie znajomych z Rzeszowa.
Lot do Gdańska można zorganizować za kilka tysięcy euro, do Dubaju za kilkadziesiąt tysięcy, rekordowy rejs na Mauritius kosztował ćwierć miliona euro. Choć prywatne lotnictwo kojarzy się z milionerami, Kowalczyk przekonuje, że jego najcenniejszym towarem jest nie luksus, lecz czas. Klienci płacą za możliwość znalezienia się tam, gdzie rejsowy samolot nie doleci albo przybędzie za późno. Przewiózł setki znanych osób, ale nazwiska zdradza niechętnie. W jego biznesie dyskrecja jest cenna.
Chętnie za to powtarza zdanie zasłyszane od przedsiębiorcy Andrzeja Wiśniowskiego: – Bycie bogatym to nie posiadanie pieniędzy, tylko posiadanie opcji, czyli możliwości wyboru, co oferuje Call & Fly.