R E K L A M A
R E K L A M A

Gniew rolników rośnie. Bruksela sama produkuje paliwo dla eurosceptyków

Europejscy rolnicy mają dziś wyjątkowo wiele powodów do gniewu. I nie chodzi już o jeden spór czy jedną regulację, lecz o narastające poczucie, że decyzje kluczowe dla ich przyszłości zapadają ponad ich głowami. Szczyt zdrowotny WHO COP11 w Genewie stał się dla plantatorów tytoniu kolejnym symbolem tej logiki: minęły dwa miesiące, a oni nadal nie wiedzą, co dokładnie ustalono i jakie konsekwencje mogą z tego wyniknąć dla ich gospodarstw.

Plantacja tytoniu fot. Wikimedia Commons

Milczenie Komisji Europejskiej w sprawie dokumentów z COP11 działa jak benzyna dolewana do ognia. Tym bardziej że podczas szczytu dyskutowano katalog tzw. przyszłościowych środków kontroli tytoniu, obejmujący aż szesnaście propozycji, które rolnicy odbierają jako bezpośrednie zagrożenie dla istnienia całego sektora. Wśród nich znalazły się m.in. stopniowe wygaszanie upraw tytoniu w Unii, akcyzowanie nieprzetworzonych liści, zakaz filtrów – również biodegradowalnych – w papierosach, zakaz wybranych produktów nikotynowych, licencjonowanie i ograniczanie punktów sprzedaży czy odgórne limity sprzedaży.

Z perspektywy plantatorów nie są to abstrakcyjne postulaty, lecz propozycje, które – wdrożone jako pakiet – mogą wywołać efekt domina w całym europejskim rolnictwie. Sektor tytoniowy to bowiem nie marginalna nisza, lecz kilka milionów miejsc pracy w Unii i istotna część jej gospodarki. W samej Polsce, według danych CASE, z produkcją i przetwórstwem tytoniu powiązanych jest około 560 tysięcy miejsc pracy, a wpływy z akcyzy na wyroby tytoniowe przekraczają rocznie 30 miliardów złotych. Dla wielu regionów to jeden z ostatnich stabilnych filarów lokalnej ekonomii.

Tym większe oburzenie budzą informacje, według których podczas COP11 Komisja Europejska oraz sprawująca wówczas prezydencję w Radzie UE Dania mogły odejść od oficjalnych ustaleń między państwami wspólnoty. Jeśli to prawda, mielibyśmy do czynienia nie tylko z kryzysem zaufania, ale z poważnym problemem ustrojowym, bo decyzje o strategicznym znaczeniu dla rolnictwa zapadałyby bez politycznej kontroli państw członkowskich.

Nic dziwnego, że rolnicy postanowili sięgnąć po formalne narzędzia. Złożyli wniosek o dostęp do dokumentów po COP: instrukcji negocjacyjnych, wytycznych dla delegacji, informacji o tym, które propozycje zyskały poparcie Unii i jak reagowano na ostrzeżenia dotyczące skutków gospodarczych. Chcą wiedzieć, czy instytucje działały w granicach udzielonego im mandatu i kto faktycznie brał odpowiedzialność za zgłaszane postulaty.

Problem polega na tym, że odpowiedzi wciąż nie ma. Komisja milczy, a czas płynie. Rolnicy podkreślają, że negocjacje w ramach COP od lat odbywają się za zamkniętymi drzwiami – bez udziału mediów, bez transmisji, bez publicznych stenogramów. Dokumenty, jeśli w ogóle ujrzą światło dzienne, trafiają do opinii publicznej po wielu miesiącach. To rodzi uzasadnione pytania o przejrzystość procesu, który później staje się punktem odniesienia dla prawa obowiązującego w całej Unii.

Tymczasem stawka jest wyjątkowo wysoka, bo rekomendacje przyjęte – nawet jeśli formalnie niewiążące – od lat stanowią fundament unijnych zmian legislacyjnych. Już dziś wiadomo, że rewizja dyrektyw tytoniowych ma ruszyć w drugim kwartale 2026 roku, a prace przygotowawcze już trwają. W praktyce oznacza to, że dokumenty z COP11, których rolnicy wciąż nie widzieli, mogą stać się punktem wyjścia dla regulacji, które zdefiniują ich przyszłość nie na kilka lat, lecz na całe dekady.

W takim kontekście gniew rolników przestaje być emocjonalną reakcją, a staje się politycznym faktem. COP11 to tylko jeden z elementów szerszego obrazu, obok Mercosur, polityki klimatycznej czy kolejnych obciążeń regulacyjnych. Razem tworzą narrację o Unii, która mówi o dialogu, ale decyzje podejmuje sama. I właśnie z tej narracji najwięcej korzystają dziś eurosceptycy.

Jeśli Bruksela nie zacznie poważnie traktować obaw rolników i nie otworzy procesu decyzyjnego na realną kontrolę, będzie sama produkować paliwo dla ruchów, które unijny projekt chcą rozmontować. Nie z ideologii, lecz z gniewu.

2026-01-22

Jan Rojewski